Rozpoznawanie swoich: Kosmetyki

Z badań przeprowadzonych przez Nowe Kosmetyki wynika, że co czwarta Polka miesięcznie wydaje od 20 do 50 zł na kosmetyki. Kolejne 24 procent kobiet 50 do 100 zł, co piąta z nas przyznaje się do wydatków rzędu 100 – 150 zł miesięcznie, a 5 procent kobiet przeznacza na urodę więcej niż 500 zł miesięcznie. W porównaniu z innymi nacjami jesteśmy bardzo oszczędne, co nie oznacza, że drogerie i kosmetyki to w Polsce mało przyszłościowy biznes, bo te wydatki z roku na rok się zwiększają. Dlatego warto dbać o tę branżę i wszędzie gdzie się da popierać swoich.

We wpisie omówię największych gigantów kosmetycznych świata, którzy zalali nasz rynek i postaram się na konkretnych produktach pokazać ewentualne polskie zamienniki rodzimych producentów, bo moim zdaniem ich wybór nadal jest spory.

brat brutal

Pachnieć po polsku…czyli Brutalem?

Ktoś słusznie zauważył, że z punktu widzenia przemysłu kosmetycznego nie ma bardziej pożądanej grupy konsumentów niż kobiety, bo za atrakcyjny wygląd i dobre samopoczucie jesteśmy w stanie zapłacić praktycznie każdą cenę. Będę więc tu opisywać przede wszystkim produkty dla kobiet. Ale wiele firm wypuszcza serie również dla Panów, co zawsze zaznaczę w tekście. Poza tym wiedza z tego wpisu może się przydać facetom przy wyborze kolejnych prezentów dla kobiet w ich życiu. A biorąc pod uwagę, że jednym z najczęściej kupowanych rzeczy przez mężczyzn dla kobiet są perfumy zacznę od tego działu.

Wprawdzie pierwsze perfumy na bazie alkoholu powstały w XIV wieku właśnie dzięki Polce, Elżbiecie, która przyczyniła się do stworzenia słynnej do dziś Wody Królowej Węgier, to jednak dużym zaskoczeniem dla mnie było odkrycie, że w polskiej branży perfumiarskiej kilka lat temu nastąpił ogromny rozwój. Tak, mnie też całkiem do niedawna polskie perfumy kojarzyły się jedynie z babcinym Być Może i ostrym Brutalem. I właśnie od Brutala zacznę, bo wiąże się z nim pewna historia, która pokazuje, że 20% zysków ze sprzedaży perfum z wyższej półki, które idą na reklamy to bardzo dobre marketingowe posunięcie.

LP dawno temu na wakacjach zrobił mały eksperyment. Do butelki markowych perfum nalał właśnie zwykłego, polskiego Brutala i dał koleżankom do oceny. Ponieważ miało to miejsce dawno temu, kiedy zachodnie firmy dopiero do nas wchodziły, dziewczyny nie miały aż takiego rozeznania w zapachach, ale firmę widniejącą na buteleczce rozpoznały i perfumy zebrały same zachwyty, w tym komentarze w stylu: no, od razu czuć markę…

Pokazuje to ile może zdziałać dobra reklama, bo nie sądzę żeby wyprodukowanie buteleczki nawet najlepszych perfum było drogie na tyle, żeby narzucać tak wysokie ceny. Oczywiście nie uważam, żeby zapachy Chanela czy Gucciego można było porównywać do perfum Być Może, bo różnice są duże i temu nikt nie zaprzeczy, chcę tylko zaznaczyć, że od kilku lat na rynku pojawiły się polskie perfumy z wyższej półki, porównywalne klasą i niestety również ceną do tych zachodnich. Mało kto o nich wie, bo u nas rzadko wydaje się dużo na machinę promocyjną.

Nie mam zamiaru tu jednak oceniać, porównywać lub polecać konkretnych polskich perfum, bo akurat te produkty, chyba najbardziej ze wszystkich kosmetyków, to rzecz indywidualnego gustu każdego z nas i myślę, że ciężko byłoby wybrać polski odpowiednik i porównać go ze znaną zagraniczną marką, bo urok perfum polega na tym, że mimo że czasem są podobne, to każdy zapach jest trochę w innym stylu, który nie musi wszystkim pasować. Biorąc jednak pod uwagę, że wybór polskich zapachów jest w tym momencie spory i to na każdą kieszeń, bo są produkty zarówno tanie jak i ekskluzywne, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Dlatego w zakładce Lista Polskich Firm dopisałam dział perfumy i wrzuciłam tam polskie firmy je produkujące i przykładowe marki, które mają często po kilka rodzajów zapachów.

ziaja2

L’oreal vs. Ziaja, czyli jak wykiwać francuskiego cwaniaka

Najczęściej kupowane kosmetyki w Polsce to: tusz do rzęs, podkład i błyszczyk, co trochę mnie dziwi, bo osobiście, tak jak większość kobiet na świecie, zdecydowanie częściej kupuję kosmetyki pielęgnacyjne wedle zasady lepiej zapobiegać niż zamalowywać. No ale mieszczę się w innej kategorii przeciętnej Polki, bo jeśli już kupują one produkty pielęgnacyjne, wydają na nie więcej niż na kosmetyki do makijażu. Dlatego zacznę od produktu pielęgnacyjnego czyli balsamu do ciała. Wiemy że trzeba używać, choć czasem nam się nie chce, czasem po prostu zapominamy, ale większość z nas go jednak kupuje i jakiś w łazience zawsze ma.

Przez pewien czas moim numerem jeden wśród balsamów był czerwony Garnier Intensywna Pielęgnacja Bardzo Suchej Skóry, bo zwracam uwagę przede wszystkim na konsystencję. Nie lubię rzadkich balsamów, ale też nie za gęstych, a ten jest pod tym względem idealny, na dodatek dobrze się wchłania i ładnie pachnie.

Garnier to jedna z marek Grupy L’oreal, oprócz niej ten drugi, największy na świecie gigant kosmetyczny produkuje produkty linii min. Maybelline, Biotherm, Helena Rubinstein, Lancome, Ralph Lauren, Laroche, Yves Saint Laurent, Stella McCartney, Diesel, Vichy, La Roche-Posay. Większość z nich obecna jest na polskim rynku, w tym produkty sygnowane samą nazwą L’oreal, których nigdy nie używam, bo osobiście mi nie pasują, jak również Garnier i Vichy są bardzo popularne w naszym kraju. Przyjrzyjmy się więc trochę jak wygląda działalność grupy L’oreal w Polsce.

Można znaleźć tu co prawda polski akcent, gdyż sama Helena Rubinstein, która jako pierwsza zaproponowała krem chroniący przed słońcem, rozpowszechniła tusze do rzęs i kolorowe pudry do twarzy, urodziła się i założyła swoją pierwszą firmę kosmetyczną w Polsce, w Krakowie, ale poza tym tych akcentów jest niewiele. Kod kreskowy zarówno Garniera jak i Vichy wskazują na to, że z Polską nie mają nic wspólnego, a produkcja odbywa się głównie we Francji.

Sama marka L’oreal chwali się natomiast mocno swoją fabryką Kosmepol w Kaniach pod Warszawą i ostro promuje jej obecną rozbudowę. Wspaniale, że Polacy mogą pracować w jej fabrykach, szkoda tylko, że zwykle tylko na wiadomych stanowiskach, bo zwróćmy uwagę kto zajmuje wyższe pozycje w tej firmie i przy projekcie rozbudowy:
Dyrektor fabryki: Alberto Meloni
Kierownik opowiadający za rozbudowę w Kosmepolu : Nicolas Quintin
Prace nad rozbudową prowadzi japońska firma budowlana Kajima

Firma chwali się też, że zatrudnia w tym regionie niepełnosprawnych i bezrobotnych. Czy na pewno jest się czym chwalić? Przy niektórych grupach niepełnosprawności i wskazanych schorzeniach dofinansowania od państwa polskiego są naprawdę duże. Jeśli chodzi o bezrobotnych ze skierowaniem z Urzędu Pracy dofinansowania dla pracodawcy są wprawdzie jednorazowe, ale niemałe. Wielu polskich pracodawców też tak robi i się tym specjalnie nie chwali, bo to jest po prostu duża oszczędność dla firmy, a nie czyn społeczny.

Na jakiś czas zastąpiłam więc balsam Garniera produktami Kolastyny. Moim zdaniem jakościowo nie odstawały, cena była znacznie niższa, a do tego do wyboru były aż cztery rodzaje balsamu o różnych zapachach. Zmartwiłam się więc, kiedy usłyszałam, że to polskie przedsiębiorstwo kosmetyczne bankrutuje. Zdziwiłam się natomiast gdy kilka miesięcy później, ich produkty ze sklepów nie zniknęły, a reklamy Kolastyny zaczęły coraz częściej pojawiać się w magazynach kobiecych. Takie reklamy polskich firm to dla nas jeden z pierwszych znaków, że ktoś tę firmę przejął, bo rzadko która wyłącznie polska firma może pozwolić sobie na kampanie promocyjne. No i okazało się, że rzeczywiście w 2010 r. Zarząd Grupy Kolastyna w upadłości zakładowej sprzedał markę Kolastyna greckiej firmie Sarantis. Zatrzymał natomiast swoją spółkę zależną Miraculum i od 2011 wszystkie produkty dawnej Grupy Kolastyna sygnowane są właśnie tą nazwą. Dobrze, że chociaż ta marka, której korzenie sięgają 1924 r. nadal jest polska.

Wróciłam więc do znanego mi już wcześniej oliwkowego masła do ciała firmy Ziaja. Jest to balsam równie dobry jak wymienione wyżej,chociaż droższy od Kolastyny, ale w przekroju cenowym Garniera i myślę, że może być jego doskonałym zamiennikiem. Jest w pełni polską firmą jako dzieło małżeństwa farmaceutów Aleksandra i Zenona Ziaja, które nadal znajduje się w ich rękach. Ziaja ma przystępne ceny, dobrą jakość, szeroki asortyment produktów pielęgnacyjnych, począwszy od pasty do zębów, przez antyperspiranty, szampony, artykuły dziecięce do kosmetyków do ciała i twarzy, a także serię dla mężczyzn Yego.

Jest to świetnie rozwijająca się, nowoczesna firma, która zdaje sobie sprawę z wagi reklamy i promocji w tej branży, więc nie szczędzi na to finansów. O tym, że jest dobra świadczy chociażby to, że w 2008 roku poprawiła swoją sprzedaż o 20%, a już 30% wzrost odnotowała rok później. I właśnie w roku 2009 była trzecią po markach Nivea i L’oreal jeśli chodzi o kosmetyki do pielęgnacji skóry, ale już w 2013 roku pokonała L’oreal i stała się drugą najbardziej zaufaną marką kremów. Udało się z Francuzem, więc trzymamy kciuki, żeby udało się pokonać też i Niemca.

 

Nivea2

Glanz und Volumen, czyli Nivea vs. Pollena Eva

Sięgając po kosmetyki do pielęgnacji włosów Polacy najchętniej wybierają markę Nivea od Beiersdorf. To niemiecka firma z tradycjami, piąta na świecie w rankingu największych kosmetycznych firm. Nie mam zamiaru podważać jej zasłużonej marki, do której przywiązane były już nawet nasze babcie, ale być może nie wszyscy zdają sobie sprawę, że produkujemy równie dobre szampony, odżywki i maseczki do włosów i to o wiele tańsze.

Wiem, że być może trudno się połapać która Pollena jest jeszcze polska, a która już do nas nie należy. Dlatego przejęte zakłady tej firmy opisałam w zakładce firmy wyprzedane, znajduje się wśród nich min. Pollena Lechia. Wchłonęła ją właśnie Nivea, do której należą teraz dzięki temu takie marki jak Bambino i Glicea, ale woda Przemysławka już nie, bo prawa do receptury zostały wykupione od Beiersdorf przez Przedsiębiorstwo Farmaceutyczno-Chemiczne Synteza z Poznania. Dobrze że wróciła do Polaków, bo pewnie przez to, że jest przestarzała i coraz mniej popularna zostałaby zniszczona i wycofana z produkcji przez zachodni koncern, którego nie obchodzi jej polska legenda i tradycja, a taki właśnie los spotkał wiele starych polskich marek.

Chociaż to właśnie dzięki urodzonemu na Śląsku dr. Oscarowi Troplowitzowi mała apteka z Hamburga została rozwinięta na początku XX w. w międzynarodowy koncern kosmetyczny Beiersdorf, to współcześni właściciele tej niemieckiej firmy sentymentów do starych wyrobów polskich nie mają, przynajmniej nie takie jak Polacy do ich kremu Nivea, luksusu z dawnych lat. Wprawdzie w Poznaniu zbudowano dzięki firmie Beiersdorf bardzo nowoczesny zakład produkcyjny, który daje miejsca pracy, no ale chyba lepiej byłoby pracować w dawnej fabryce Polleny Lechii też umiejscowionej w Poznaniu, która gdyby odpowiednio nią pokierować mogłaby się rozwinąć i pozostać polską dając miejsca pracy nie tylko robotnikom, ale i ludziom na wyższych stanowiskach, a na dodatek cały kapitał zostawałby w kraju, a nie płynął do naszego bogatszego sąsiada. Robimy więc dla Niemca, a jak to mawiał dziadek “”praca u Bauera” najlepsza nie była.

Do Niemca nie należy na szczęście Pollena Eva, bo jest w rękach polskiej firmy TZMO o której jeszcze tu będzie. Pollena Ewa, przedsiębiorstwo z 93-letnią tradycją, o którym można przeczytać, że po wojnie razem z kilkoma innymi, dzięki wykorzystaniu wiedzy, wieloletniego doświadczenia i istniejącej bazy zakładów produkcyjnych sprawiło, że Polska w krótkim czasie stała się głównym producentem i eksporterem kosmetyków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Produkowano tu kosmetyki pielęgnacyjne i zapachy dla wszystkich krajów. Polskie wyroby cieszyły się w międzynarodowym damskim towarzystwie znakomitą renomą, a w owym czasie słowo ‘Pollena’ stała się synonimem prawdziwego luksusu. Był to jednak luksus w przystępnej cenie. I tak może być do dziś, gdyż Pollena Eva oferuje szeroki asortyment produktów, a przy braku inwestycji w reklamę i marketing traci wprawdzie trochę na popularności, ale zyskuje na cenie. Jej szampon do włosów zniszczonych i łamliwych, ceramidy kaszmir jest 3 razy tańszy od jego odpowiednika Nivea Intense Repair, a moim i nie tylko moim zdaniem nie odbiega od niego jakością, tak jak i pozostałe kosmetyki do włosów tej firmy. Polecam również ich inne produkty, a także serię dla mężczyzn.

 

Axe_Angels_6
Beat the Brit, czyli Unilever vs. Joanna

Jeśli chodzi o produkty do włosów i nie tylko, silną konkurencję dla wyrobów zachodnich stwarza też firma Joanna. Dość popularne kosmetyki w Polsce to artykuły, trzeciej największej na świecie firmy kosmetycznej, brytyjskiego Unilever, do którego należą takie marki jak: Dove, Axe, Rexona, Sunsilk, Lux, Domestos i Timotei. Tak, też oczywiście chwalą się kilkoma fabrykami w Polsce i podkreślają wielopokoleniowość pracowników związanych z ich zakładem produkcyjnym w Bydgoszczy. Tylko, że to nie do końca ich zasługa, że ludzie pracują w tym miejscu z pokolenia na pokolenie, bo jest to fabryka przejęta przy okazji wykupienia przez nich Polleny – Bydgoszcz producenta dawnych proszków do prania Cypisek i Miś, których dziś już nie ma.

Osobiście nigdy nie byłam fanką brytyjskich kosmetyków, nie jestem przekonana co do ich jakości, denerwuje mnie że Dove się nie pieni, Rexona kiepsko działa, no a odżywka do włosów suchych i zniszczonych Timotei, Intensywna Odbudowa, dwa razy droższa od tego co proponuje Joanna, nie spełniła moich oczekiwań. Zdecydowanie polecam tu zamianę na kosmetyki polskiej firmy, która produkuje linię również dla mężczyzn. Zachęcam chociaż do wypróbowania jej produktów, jest duża szansa, że przypadną do gustu.

 

bellla

Pokonać największego, czyli Procter & Gamble vs. TZMO

Największy na świecie gigant kosmetyczny to amerykański Procter & Gamble. W Polsce znany z takich marek jak Always, Blend-a-med., Naturella, Pampers, Gillette, Olay, Hugo Boss i Max Factor, którego założyciel i producent pierwszego podkładu do codziennego stosowania, Maksymilian Faktorowicz urodził się w Zduńskiej Woli. I również w okolicach Łodzi, i w samym mieście, czyli specjalnej strefie ekonomicznej, znajdują się jedne z największych zakładów produkcyjnych na świecie tej firmy. Wytwarzają one produkty dla P&G i zaopatrują w nie kilka krajów na świecie .

Czy jest się z czego cieszyć? Wprawdzie zakłady te są na tyle duże, że znam sporo osób, które pracują tam nie tylko jako robotnicy, ale też na średnich i wysokich pozycjach w finansach, do tego stanowisko prezesa zarządu Procter & Gamble w Polsce obejmuje Marek Kapuściński, pierwszy Polak na tak wysokim stanowisku w globalnych strukturach firmy więc ktoś mógłby powiedzieć, że być może nie skończymy jednak jako kraj z miejscami pracy wyłącznie na produkcji w fabrykach należących do obcego kapitału. Być może… ale tylko jeśli takie doświadczenie na wyższych stanowiskach i nauki wynikające z obserwowania od środka w jaki sposób zarządzana jest tak duża i osiągająca największy na świecie sukces firma wykorzystamy dla dobra naszych firm. To jest podstawowy pozytyw wynikający z obecności zagranicznego kapitału u nas. Nie mamy tak długich tradycji w efektywnym prowadzeniu dużych firm jak Amerykanie, więc tego typu doświadczenie jest jak najbardziej pożądane, bo bez niego nigdy nie stworzymy konkurencji dla światowych gigantów.

Dlatego też za ogromny sukces przyjmuję to, co osiągnęła polska firma TZMO. Ten producent min. artykułów higienicznych marki Bella, nie mając nawet wyżej wspomnianego doświadczenia, był w stanie zdobyć 70% polskiego rynku podpasek higienicznych, pokonując tym samym P&G i jego Alwaysy. Ponad to opanował rynek rosyjski i ukraiński w odpowiednio 36 i 40 procentach. Wszystkim zwolennikom zagranicznych inwestorów dedykuję więc słowa Jarosława Józefowicza, który od 1981 kieruje tą firmą : „Inwestor potrzebny jest tym, którzy nie mają pomysłu na własny biznes. My go mieliśmy.” Mówiąc to nie jest gołosłowny, gdyż na początku lat 90. spółką zainteresowany był min. P&G, ale pan prezes uparł się, że stworzy spółkę pracowniczą i dokonał tego, gdyż 80% ówczesnej załogi, zaciągając często kredyty z oprocentowaniem sięgającym wtedy nawet 50%, zainwestowało w akcje. Dziś akcjonariat tworzy 800 osób, z czego większość to pracownicy, a firma ma spółki córki min. w Niemczech, a być może kolejna powstanie wkrótce we Francji.

 

eveline

Szminka na zębach, czyli kosmetyki kolorowe

Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe zauważyłam, że dużym powodzeniem w Polsce cieszy się firma Coty. W tej chwili amerykańska, choć pierwotnie francuska, posiada takie marki jak: Astor, Rimmel, Manhattan, Miss Sporty. Firma nie produkuje u nas, nie należy też nawet do pierwszej dwudziestki największych firm kosmetycznych świata, a jednak w Polsce dobrze się trzyma i jest bardzo popularna. Zupełnie nie wiem dlaczego, bo mamy przecież u siebie firmę produkującą kosmetyki do makijażu, która osiągnęła niebywały sukces na świecie. Mowa oczywiście o Inglot, który posiada dominującą pozycję na rynku kosmetycznym np. w Irlandii. Ale nie u siebie w kraju, gdzie nadal walczy z zachodnia konkurencją. Produktami, które w 95% powstają w Przemyślu i które można kupić w najbardziej prestiżowych lokalizacjach na świecie, malują się największe gwiazdy w Stanach. Zupełnie nie rozumiem więc osób, które wybierają droższy od Inglota, średnio ceniony na świecie cień do powiek od Astor czy Manhattan, a pomijają tak dobrą polską markę. Miejmy nadzieję, że to się jednak zmieni i że nawet po śmierci jej założyciela, która nastąpiła w tym roku, nadal pozostanie w rękach rodaków.

Kosmetyki kolorowe Polki chętnie kupują też u czwartego na świecie, amerykańskiego giganta w tej branży. Avon, bo o nim mowa, posiada co prawda w Polsce fabrykę, a nawet Centrum Usług finansowych Avon EMEA Finance Service, ale osobiście nigdy nie przepadałam za kosmetykami tej firm, bo moim zdaniem nie są najlepszej jakości i jak na to co sobą reprezentują są dość drogie. Weźmy pod uwagę chociażby lakiery do paznokci. Moim zdaniem, podobnie jak w przypadku europejskiej, trochę lepszej jakościowo, ale nie produkującej w Polsce konkurencji Avonu, Oriflame, która zamyka pierwszą dwudziestkę największych kosmetycznych firm, są nietrwałe i szybko odpryskują. Ale obie te firmy cenią się na tyle, że przeciętny lakier kosztuje u nich około 14 złotych. Podczas gdy mało wypromowana, solidna polska firma Wibo posiada lakiery lepszej, moim zdaniem jakości, w cenie około 5 złotych, czyli prawie 3 razy tańsze. Nie jest to co prawda Nails Inc. i trochę im jeszcze do niego brakuje, ale w swojej klasie jest ok i stosuje go jako zamiennik do wyżej wymienionych firm wszędzie gdzie się da.

W naszym zestawie nie powinno też zabraknąć największego polskiego producenta i eksportera kosmetyków, obecnego przede wszystkim w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, czyli Eveline. Tusz do rzęs Big Volume Lash tej firmy stosuję jako zamiennik dla Yves Rocher, Sexy Pulp. Obie te firmy znane są bardziej z kosmetyków pielęgnacyjnych, ale ponieważ nie mogę używać kosmetyków do twarzy żadnej z nich, zainteresowały mnie wytwarzane przez nich kosmetyki kolorowe.

Ktoś mógłby się oburzyć, że Eveline to nie ta klasa co Yves Rocher. Jestem przeciwnego zdania, dla mnie różnią się jedynie ceną. W przypadku polskiego tuszu jest cztery razy mniejsza niż jego francuskiego odpowiednika, który w Polsce nawet nie produkuje, a który znajduje się wprawdzie na 16 miejscu największych gigantów kosmetycznych, ale to przede wszystkim dzięki rynkowi niemieckiemu, gdzie jest bardzo popularny i jeszcze kliku innym poza granicami swojego kraju. Bo jak się okazuje, żadna Francuzka z którą rozmawiałam nie uważa tej firmy za dobrą, podkreślała, że jedyną zaletą tej firmy, jeśli ktoś zwraca na to uwagę, jest brak testów na zwierzętach. Przyznawały, że Francuzi wciskają nam zwykły bubel w ładnej prawie i wysokiej cenie, którego sami nie używają, ale ponieważ jego nazwa brzmi francusko więc dobrze się kojarzy w tej branży. Nie mówię, że tusz do rzęs Eveline jest doskonały, na wyjścia używam innego, ale na co dzień, do pracy, gdzie moje rzęsy nie muszą robić oszałamiającego wrażenia jest w sam raz.

 

dr-irena-eris-kod-promocyjny

Podaruj sobie odrobinę luksusu

Polskich kosmetyków naprawdę luksusowych, szczególnie do makijażu brak. Firma AA Oceanic wypuściła wprawdzie serię Prestige, ale przy całej mojej sympatii dla polskich firm, ciężko ją porównać z najlepszymi, moim zdaniem, produktami pielęgnacyjnymi Lancome, czy dwoma gigantami, zajmującymi kolejno 6 i 7 miejsce w czołówce branży kosmetycznej, czyli Este Lauder i ich na prawdę dobrymi kremami Clinique, czy Shiseido. Nie ma jednak czym się przejmować i popadać w kompleksy, bo jest dosłownie tylko kilka krajów na świecie, które mogą się poszczycić takimi osiągnięciami w kosmetyce. Do tego potrzebne są ogromne pieniądze, najlepsi na świecie specjaliści i najnowocześniejsze laboratoria, więc większość krajów na naszym globie też nie ma w swoim dorobku tego typu sukcesów.

Cieszę się jednak, że u nas pojawiają się takie ambicje i zakusy na produkowanie kosmetyków z wyższej półki jakie mają wspomniana już firma Oceanic, której używa sporo znanych mi osób i są bardzo zadowolone oraz Dr. Irena Eris. Obie firmy mają też serie dla mężczyzn. Myślę, że stanowią one swego rodzaju ewenement, bo chociaż swoją jakością ocierają się o produkty najlepszych, to ich ceny jak na taki poziom nie są wysokie. Kosztują podobnie jak Vichy czy Revlon, a moim zdaniem prześcigają te firmy jeśli chodzi o skuteczność.

Weźmy na przykład pod uwagę podkład rozświetlający Eris, nie jest co prawda tak dobry jak Chanel Vitalumiere, ale jest od niego ponad dwa razy tańszy, czyli na poziomie cenowym topornych w aplikacji podkładów Vichy czy Revlonu, które nie umywają się do niego. Co ciekawe, Dr. Irena Eris jest jedyną, selektywną, polska marką przyjętą do prestiżowego Comite Colbert, do niedawna zarezerwowanego dla francuskich marek takich jak właśnie Chanel, Dior czy Louis Vouitton. Rok po otworzeniu się na marki europejskie przez Comite Colbert, nasza firma znalazła się w tak doborowym towarzystwie ze względu na swoja rozpoznawalność na całym świecie, gdzie kojarzona jest z ekskluzywnością, skutecznością, innowacyjnością i jakością swoich wyrobów.

Dlatego dla tych, którzy chcą podarować sobie odrobinę luksusu, zamiast reklamowanego tym hasłem produktu firmy zamykającej pierwszą dziesiątkę największych na świecie, czyli niemieckiego Henkela, który przejął naszą Pollenę w Raciborzu, polecam zdecydowanie bardziej luksusowe niż mydełko Fa produkty pochodzące od dwóch polskich firm z przyszłością.

Na koniec, zachęcam do kupowania naszych kosmetyków, o ile to możliwe w małych i średnich polskich drogeriach, a jeśli kogoś kuszą promocje w Rossmanie czy Douglasie, to mamy swój odpowiednik takich sieci, Drogerie Polskie. Akurat w moim mieście nie mają sklepu, ale warto sprawdzić na ich stronie być może są gdzieś w Waszej okolicy i macie szansę zacząć kupować u nich pomagając im w ten sposób się rozwinąć.

A jeśli kogoś zainteresował temat na tyle, że chce dowiedzieć się czegoś więcej o polskich firmach kosmetycznych polecam bardzo ładną graficznie i ciekawą stronę o polskich kosmetykach, gdzie można znaleźć informacje również o mniejszych firmach z tej branży (www.polskiekosmetyki.org) oraz blog oceniający polskie produkty kosmetyczne (www.zurnalistka.blogspot.com)
AW

 

 

 

 

30 przemyśleń nt. „Rozpoznawanie swoich: Kosmetyki

  1. Artykuł jest dla wszystkich kobitek strzałem w dziesiątkę. Ja osobiście używam kosmetyków z firmy Eveline, znana jest mi ta firma od kuchni jak wiadomo mój szanowny małżonek tam pracował. Polenna Eva sukcesywnie odwiedzam ich firmowe sklepy w naszym mieście jedne na 6-go Sierpnia, a drugi na Zielonej i zawsze znajdę tam ciekawe oferty promocyjne i jakościowo kosmetyki są warte polecenia jak chociażby płyn do higieny intymnej czy mydło w płynie. Produkty do włosów Joanny są rewelacyjne szczególnie guma do włosów, której używa A. I tak nie umywa się do niej nawet najlepszej jakości żel czy inny produkt Nive. Kosmetyki Ziajki szczególnie są przeze mnie pożądane seria dla dzieci. Tu należy również wspomnieć i dodać jeśli nie ma polską firmę produkującą kosmetyki dla dzieci Makarczykowie Skarb Matki. Balsamy do ciała wybieram Eveline i Ziajki. A już hitem nad hitami są wszelkie produkty serum wyszczuplające, na rozstępy, na cellulit produkty Eveline. Nie zapominajmy o Białym Jeleniu :)

    1. witam, eveline wpadla na rynek z wielkim sukcesem, ale po rozdmuchaniu sprawy z parabenami to juz tak milo nie jest, zastanawialam sie dlaczego niektore kosmetyki sa tansze od innych? zaczelam czytac sklad i wlasnie eveline i ziaja nivea i inne tansze kosmetyki wlasnie to mialy w skaldzie, jednakze kupilam kilka tub kremu na celulit rozne rodzaje z eveline –na wyprzedazy i nowowsc , rozniace sie cena i tubka z parabenami byla tansza niz bez, potem za czelam sprawdzac opakowania na tychze kremach i innych produktach, tutaj nivea wypadlo najgorzej, ale nie jesetm pewna bo opakowaniami zainteresowalam sie niedawno, jak cos jest duzo reklamowane , i tanie to jest jakas zagwozdka, garnier ktorego lubie (tamte marki tez) troche drozej wychodzi i nie ma parabenow, zracajcie uwage i czytajcie co tam jest na tych opakowaniach wydrukowane, a tych informacji jest bardzo duzo

    1. Super :) właśnie o to mi chodziło, pisałam z własnej perspektywy, podając przykłady jak ja zamieniam produkty i chciałam, żeby inni się zastanowili co sami z tego co używają mogą zamienić i podawali pomysły na takie zamienniki. Dzieki :)

  2. qrcze, nie myslalem, ze mozna napisac tak ciekawy artykul o kosmetykach- czyta sie jak trzymajacy w napieciu kryminal.

    Joanna niestety cos kombinuje ostatnio IMHO i zamiast tradycyjnego szamponu ze skrzypu (okragle polprzezroczyste butelki), pakuja niby to samo do innych opakowan, ale IMHO zmienili formule i niestety nie jest to ten sam produkt dalej. Szkoda.

    Nie wiedzialem, ze Inglot to polska firma, jestem mocno zaskoczony. Na plus oczywiscie.

    1. Wielkie dzięki :) To, że pisze to facet jest dla mnie chyba największym komplementem, bo zabierając się do wpisu miałam wątpliwości, czy będzie on interesujący dla Panów ze względu na jednak dość kobiecą tematykę.
      A jeśli chodzi o zmiany w jakości produktów to obserwuje niestety, że większość się nie poprawia, niezależnie od tego jaka firma je produkuje,a raczej wszelkie “ulepszenia” nie działają dobrze na sam produkt, a jak zauważyłeś jedynie na jego oprawę. Jest to ciekawa tendencja na świecie, którą być może kiedyś się zajmiemy.

      1. To krótkowzroczna polityka małych producentów. Zawsze tak było, jak pamiętam, że cieszący się powodzeniem produkt w drugiej serii, albo drożał, albo zmieniał jakość. “Gorszy pieniądz wypiera lepszy”. Oj, ta ludzka niecierpliwa chęć bogacenia, a zapominanie, że markę się buduje długo.
        To samo jest z bankami, np mBank. Sławomir Lachowski odszedł z założonego banku, jak sam powiedział, ze względu na zasady. I coś w tym jest, bo najbardziej dba się w bankach o nowych klientów, a o starych mniej.

    2. Ciekawy tekst i oprawa graficzna :) Zainspirowana wpisem, testuję obecnie szampon Mariage firmy Miraculum, zakupiony w stu procentach polskim, osiedlowym sklepiku z kosmetykami. Dzięki AW :)

    1. założona przed wojną przez dr. Julię Świtalską. Po wojnie prawdopodobnie p. Świtalska przekazała nazwę spółdzielni inwalidów, by uratować markę.

  3. Jeśli piszemy o kosmetykach to warto jeszcze wspomnieć o ciekawej polskiej firmie – FM Group. Co prawda ich produkty nie są dostępne w sklepach, gdyż jest to taki polski Avon i Oriflame, ale jeśli ktoś chce, spokojnie może dotrzeć do sprzedawcy.
    Firma zatrudnia sporo kobiet przy produkcji kosmetyków:
    http://www.dailymotion.com/video/xcv2lv_zwiedzanie-firmy-fm-group-i-perfand_lifestyle

    Sprzedają też sporo na świat, dzięki czemu nasz eksport wzrasta ;)

    1. FM Group to rzeczywiście bardzo fajna firma. Teraz żałuję że nie napisałam o niej w artykule, ale znałam te kosmetyki tylko ze słyszenia. Poza tym spotkałam się z sugestią, że jest niepolska, a firma po prostu odnosi międzynarodowy sukces i ma sporo zagranicznych oddziałów. Trzeba jednak, ogarniając daną branżę, wszystko sprawdzać samemu :) Także dzięki, dopisuję do listy.

  4. Od dziś kosmetyki dla żony wybieram ja. Zresztą, ja również ostatni raz kupuję żele do golenia i antyperspiranty NIVEA. Fakt, że jestem zwolennikiem polskich produktów, to nie uderzałem w tę grupę. Trzeba rozpropagować to podejście. Może sobie w ten sposób pomożemy, bo na pewno politycy tego nie zrobią. Obawiam się jednak, że przy poziomie dzisiejszego “wykształconego” społeczeństwa może to być trudne. Studiowałem i miałem okazję widzieć kto te studia kończy, a tym bardziej wartościowym polska beznadzieja skutecznie odbiera chęć do walki.

    1. Fajnie :) cieszę się że wpis wywołał pozytywny odzew, nawet jeśli będzie tylko na kilka osób, pozdrawiam

  5. Jeśli chodzi o firmy z kosmetykami pielęgnacyjnymi to myślę, że warto zawsze i na każdym kroku mówić o Tołpie, PAT&RUB, Balneo kosmetyki oraz Fresh&Natural :)
    A kolorówkę mamy świetną w firmie INGLOT – z tego co wiem polskiej (hmmm?) ;)

  6. Nie ma w tekście, ale widzę, że na liście polskich kosmetyków umieszczonej na stronie na szczęście są:
    Tołpa – świetne kosmetyki do pielęgnacji twarzy, nawet ze skórą mocno przewrażliwioną (seria dermo face). Mają ciekawy wygląd opakowań i nawet etykiety są ciekawie napisane ;)
    Farmona – z serią tutti-frutti (chociaż dla większości osób zapach może być za słodki)

  7. często kupuje kosmetyki kolorowe np. Wibo, Bell, Eveline, bo…. są tanie i łatwo dostępne.
    róże Bell mają ładne odcienie i są trwałe. ich cienie do powiek również są bardzo dobre.
    z Wibo uwielbiam lakiery do paznokci seria Top coat. rewelacja! cena niska, a jakość super. byłam w szoku że tak tani lakier moze byc tak dobry.
    w kosmetykach do pielegnacji nie jestem już taką patriotką ;) trudno mi znaleźć polskie zamienniki moich ulubionych kosmetyków. choć ostatnie odkrycie w postaci masla waniliowo-pistacjowego do ciała bielendy dało mi więcej wiary w polskie kosmetyki.

  8. To nie chodzi czy polskie czy nie polskie … chodzi o to czy są wyprodukowane żeby zarabiać pieniądze tak jak np. vichy (każda kosmetyczka wie że te kosmetyki nie są warte 1 zł a jednak się sprzedają za wysoką cenę) L’ oreal kupił tę rozpoznawalną markę aby zarabiać na niej pieniądze – w tym produkcie nic nie ma została tylko nazwa! Tak więc trzeba wiedzieć kto robi produkty i dlaczego wybierać tych co są etyczni i moralni a nie znani z gazet czy przez celebrytów….są dziś uczciwi produceni którzy chcą zrobić coś pożytecznego dla ludzi….. często są to kobiety … np. marka ekia ….. znam z rynku francuskiego…kobitka stworzyła markę zrobiła badania… i super

  9. Ciekawy artykuł. Aż mi teraz wstyd, że tyle ostatnio kupiłam w Yves Rocher, a kiedyś latałam z katalogiem Avonu. Kiedyś jako nastolatka używałam podkładów tylko i wyłącznie eris obecnie zaniedbałam tę firmę całkowicie na rzecz rimmel ale cóż po prostu bardziej mi pasują ale zgadzam się tak się zapatrzyliśmy na wszystko co zagraniczne, że nasze wydaje się nam przeciętne a to nie prawda zwłaszcza, że zachodnie koncerny produkują te same kosmetyki a jednak różne -czyli lepsze lub gorsze- w zależności od tego na jaki rynek trafią i oczywiście do Polski trafiają te gorsze. Trzeba więc popierać swoich bo dobre i tanie. Mamy z czego być dumni i nie powinnismy popadać w kompleksy.
    Oprócz powyższych mam tez kosmetyki polskie np. Eveline krem pod oczy , krem do rąk exclusive ze spółdzielni Świt ten niebieski uwielbiam, ma przepiekny zapach. Do tego polecam Farmonę ma calkiem fajne kremy, Veronę, albo np. Lakiery i inne takie do paznokci z Adosa , i Paese, cienie i róż z Bell. Bardzo mi kiedyś służyły też kremy siarkowa moc z Barwy, polecam tez Bielendę dwufazowy płyn do demakijażu z jedwabiem.
    Ostatnio tez czytam bardzo dużo pozytywnych opinii na temat produktow Ava- dodam, że znalazłam serum ze składnikiem bardzo okrzyczanym min. W produktach azjatyckich za 27 pln gdzie za to samo z azjii trzeba by było zapłacic ok 200 zł.
    I ostatnia perełka na koniec- zawsze miałam problem z nadmierną potliwością pod pachami aż odkryłam etiaxil – niestety cena za 12 ml od 30 do 40 zł. Ostatnio z braku kasy kupilam na próbę bloker Ziaja. Wnioski – Bloker Ziaja dał mi efekt taki sam jak drogi zagraniczny etiaxil a kosztował mnie tylko 6,60 pln kupiony w małym sklepiku i jest go aż 60 ml!!! I o ile etiaxil wystarczał na rok to ten pewnie mi się prędzej przeterminuję niż go zużyje:-) a i co jeszcze ziaja przy tym samym efekcie nie podrażnia tak skóry jak wspomniany etiaxil. Włosy od lat maluję Joanną. Nie jest więc tak źle u mnie jeśli chodzi o nasze rodzime kosmetyki ale po tej bardzo ciekawej i pouczające lekturze moje oczy w sklepach od dziś jeszcze bardziej będą zwrócone na polskie:-)

  10. Ach jeszcze coś wygrzebałam w kosmetyczce co mogę polecić a zapomniałam – marka Kobo proffesional produkowana dla sieci Natura przez Hean – m. in. rewelacyjne cienie do powiek

  11. A Polska firma Bandi, zaopatrująca kiedyś tylko gabinety kosmetyczne, mająca własne laboratoria i fabryki? Odkąd ich odkryłam, przestałam kupować Estee Lauder. Wlasnie taki zamiennik mi się marzył.

  12. Swietny artykul. Wpadłam na niego ponieważ akurat byłam w temacie marek swiatowych i ich historii pochodzenia z ktorych nie zdajemy sobie nierzadko sprawy. Np. Hugo Boss szyl granitury dla SS. Poszukiwałam wiadomosci na temat marki Vischy, ale niestety nie wiele jest na ten temat. Nurtuje mnie pytanie czy ma ona jakies powiazanie z francuska partia vischy z czasów II wojny sw. Jeszcze ma taka dygresje, mnie sie wydaje ze Inglot jest drozszy od tych marek z ktorymi porownuje go autorka i byc moze to powoduje ze Polki wybieraja tamte.

  13. Dobry artykuł, przeczytałam jednym tchem. Osobiście miałam bardzo różne doświadczenia z kosmetykami, a że mam tendencje do uczuleń, to zanim skompletowałam “swój” zestaw kosmetyków wiele razy walczyłam z różnymi reakcjami mojej skóry. Największy problem miałam z dobraniem antyperspirantu, przerobiłam ich naprawdę sporo, chyba spod każdej marki. Ostatecznie na dłużej zatrzymałam się przy Etiaxilu. Co prawda przy pierwszym użyciu miałam spore podrażnienie, ale okazało się, że to przez moją nie uwagę (nie wysuszyłam dobrze skóry przed aplikacją). Ogólnie ten bloker działa bardzo dobrze, człowiek się nie oblewa potem przy byle okazji. Jest bardzo wydajny i po jednym użyciu działa kilka dni.

  14. Czy widzieliście państwo zwierzęta po testach tych waszych firm kosmetycznych.To obejrzyjcie.Opamiętajcie się niech ktoś i o tym pomyśli.Z tego względu zmieniłem na Yves Rocher,nie chcę aby moim kosztem ktoś tak cierpiał jak te źywe istoty.Chory zniewieściały świat.Piękno okupione tragedią zwierząt.Zapraszam na strony PETY i firmy testujące na zwierzętach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>