Rozpoznawanie swoich: Odzież

 

Można nie lubić tak popularnego ostatnio zjawiska, jakim są polskie blogerki modowe zwane szafiarkami, można się z nich wyśmiewać i krytykować, bo jest za co, ale faktem też jest, że mimo iż większość dziewczyn się do tego nie przyzna, skrycie marzy o takiej właśnie pracy.  Ciężko byłoby znaleźć lepszy zawód dla kobiet, które z reguły ubraniami lubią się zajmować nawet gdy nikt im za to nie płaci, nie dostają ich za darmo od producentów i nie przynosi im to sławy, a szafiarki robia to co lubią i mają dodatkowo wszystkie te bonusy. I jak tu im nie zazdrościć!  Na dodatek, żeby tworzyć bloga modowego nie trzeba mieć specjalnych talentów, które wymagana są w innych zawodach w tej branży, tj. projektant, fotograf, dziennikarz, którego sprawozdania z pokazów mody zajmują zwykle trochę więcej tekstu niż pięć zdań szafiarek pod zdjęciem, czy nawet zwykła szwaczka. Z prowadzeniem bloga modowego poradziłby sobie prawie każdy.

Nie można też zaprzeczyć temu, że wprawdzie nie każdemu się podoba robienie kariery w ten sposób, ale te dziewczyny osiągnęły sukces. Jeśli komuś się coś udaje, cokolwiek o tym myślę, z zainteresowaniem się temu przyglądam, żeby odkryć co stoi za takim sukcesem i być może się czegoś nauczyć.  Poświęciłam więc trochę czasu na zapoznanie się z twórczością polskich szafiarek, które posłużą tu za tło przy opisywaniu branży odzieżowej w Polsce, być może na fali ich popularności zachęcę do kupowania polskich ubrań.

Specjalnie na potrzeby tego wpisu zostanę na moment polską blogerką modową. Nie przybiorę wprawdzie żadnego pseudonimu, którymi lubią się posługiwać, jak np. Charlize Mystery, które dla niektórych brzmią jak nazwiska gwiazd filmów dla dorosłych, ale postaram się opisać jak w każdym przedziale cenowym ciuchów można wybierać prawie zawsze ich polską wersję. O modzie mam pojęcie trochę większe niż przeciętne, bo mnie od zawsze interesowała, ale nie aż tak duże, żeby tak jak to było w żarcie Chajzera, nie przyznać się, że akurat o projektancie o nazwie Schlezwig Holstein nie słyszałam, bo nie mam też zadęć na specjalistkę w tej dziedzinie. Dla niewtajemniczonych, żart polegał na tym, że pan Chajzer, dziennikarz TVN, udał się na Warsaw Fashion Week i pytał uczestników tej imprezy o nieistniejących projektantów. Większość, nie chcąc wyjść na ignorantów w dziedzinie w której powinni być specjalistami, odpowiadała, całkiem serio, że owszem podoba im nowa kolekcja Helmuta Kohla, pokaz Hansa Klossa odbędzie się pewnie jutro, a duet projektantów Schlezwieg Holstein robi fajne detale.

63892Janusz Lewandowski: Jestem z pokolenia marzeń

lewandowskiJustyna: bluzka – Zara CH Złote Tarasy, ul. Złota 59; jeansy Penny Black CH Klif, ul. Okopowa 58/72; Janusz: koszula – Ralp Lauren/ Flaming&CO, ul. Mokotowska 28; spodnie, marynarka, pasek i buty - Hugo Boss CH Złote Tarasy; Lidia: kurtka – Penny Black CH Klif, bluzka Les Copains/ Snobissimo, ul. Mokotowska 28; spodnie MaxMara CH Klif.

 

Pozwolę sobie więc spełnić marzenie  i napisać coś  o modzie,  bo nawiązując do tytułowego zdjęcia pana Janusza Lewandowskiego z Vivy, moje pokolenie też ma marzenia, które często nie mogą być realizowane właśnie przez ludzi z jego, jak to nazywa nasz był minister „pokolenia marzeń”, bo cały czas ponosimy konsekwencje kiepskich decyzji z tego okresu, którą był np. fatalny sposób przeprowadzenia prywatyzacji w Polsce i brak ochrony rodzimych producentów.  Odbija się to właściwie na każdej branży. Według prezesa firmy Kastor “w polskim przemyśle odzieżowym dzieje się bardzo źle i to nie tylko w samej Łodzi, centrum polskiego przemysłu tekstylnego, gdzie doszło do klęski po upadku wielkich zakładów, ale i w całym kraju”.

Kiedy więc czekając w kolejce u dentysty zobaczyłam wywiad, w którym dziennikarz Vivy robi z  byłego ministra przekształceń własnościowych bohatera narodowego,  i to dziennikarz który  lubi używać pseudonimu „red Vonnegut”, czyli nawiązującego do nazwiska świetnego pisarza o dość jasno określonych… lewicowych poglądach, ząb rozbolał mnie jeszcze bardziej. Taki wywiad? W takiej gazecie ? Z takim zdjęciem i z takim pod nim podpisem?  Nie mogło się to skończyć inaczej dla pana Lewandowskiego jak tylko zaistnieniem na naszym blogu jako tego, który otworzy poczet najpopularniejszych polskich szafiarek.

Honey

Pokonać tandetną chińszczyznę „kiczem” z bazarów, czyli mali polscy producenci

Czuję lekkie wyrzuty, że akurat styl blogerki modowej o pseudonimie „Honey” chcę odnaleźć w polskich markach bazarowych, bo ta ładna i wyglądająca na sympatyczną dziewczyna jest wyznacznikiem tego co się teraz nosi dla wielu młodych dziewczyn. Oglądając jednak stylizacje tej znawczyni mody od razu przyszło mi na myśl, że takie ubrania, wprawdzie na pewno gorszej jakości i z niższą ceną, ale po prostu w tym stylu, można bez problemu znaleźć właśnie na polskich bazarach. Nic na to nie poradzę, że bardzo podobną sukienkę jaką ma na tym zdjęciu widziałam w jednym z podłódzkich bazarów, zwanym, dla lepszej renomy Centrum Handlowym „Ptak”. Nie piszę jednak tego złośliwie, bo w tym podtytule chciałabym przekonać czytelników, że to żaden wstyd kupować czasem ciuchy na bazarze, że wcale nie są one tak kiczowate, jak wszyscy uważają, no i przede wszystkim, że robiąc tak najbardziej wspieramy swoich.

Mimo, że wiele osób nie przyzna się do tego, to kupowanie ubrań na rynkach nie jest wcale mało powszechne, bo wg Polityki 30% Polaków kupuje ubrania właśnie na bazarach. Mnie też się to zdarza, szczególnie ze względu na to, że mieszkam w Łodzi, gdzie mam do wybory aż trzy podmiejskie ,ogromne tzw. centra handlowe, Głuchów, Tuszyn i Ptak w Rzgowie, w którym bywam zwykle dwa razy w roku. Do tego, jak w każdym większym mieście są rynki. Znajdziemy tam nie tylko stoiska z wyłożonymi pudłami pełnymi ciuchów ale też i budki, które oferują najróżniejszy ubraniowy asortyment i w którym czasem coś też wypatrzę, szczególnie jeśli szukam czegoś nie na lata, ale rzeczy, której pewnie będę chciała się pozbyć po sezonie. Na tym niedaleko mnie jest np. sklep firmy Emtivi, osobiście nie znajduje tam nic dla siebie, bo to trochę już nie mój styl, ale myślę że dziewczyny, które chcą naśladować sposób ubierania takiej Honey, już bardziej coś tam wynajdą.

Czy takie ubrania są kiczowate? I tak i nie, bo wybór jest w takich miejscach naprawdę ogromny, więc jest podobnie jak w Galeriach. Jak ktoś lubi ubrać się bardziej krzykliwie wybierze ubrania, które niektórzy uznają za tandetne, nieważne czy będzie to kupowane w sieciówce czy na rynku. Wprawdzie podejmuję tym wpisem próbę bycia „szafiarką”, ale cel mamy jednak trochę inny, nie mam na tyle odwagi, żeby dyktować komuś jak ma się ubierać, żeby nie było kiczowato, chcę po prostu zainspirować, żeby ubierać się w swoim guście, ale u polskich producentów, co moim zdaniem jest możliwe szczególnie na bazarach. Bo prawda jest taka, że w takich miejscach jest mniej chińszczyzny niż w sieciówkach z Galerii. Co prawda pojawiają się tu też ubrania producentów z Dalekiego Wschodu, ale przede wszystkim sprzedają tu swoje produkty polscy producenci, mali i trochę więksi jak np. BB Style. I wygląda na to, że kupując na bazarach robimy największą przysługę polskiej gospodarce, bo to nie giganty ją napędzają, podobno 60% PKB nabijają właśnie drobni przedsiębiorcy.

I tutaj są dobre wiadomości, bo jak ktoś to oszacował, w odróżnieniu od innych sektorów polskiego handlu detalicznego (np. spożywczego) na krajowym rynku odzieżowo-obuwniczym dominują podmioty miejscowe. Na dodatek branża jest bardzo rozdrobniona. Najlepiej świadczy o tym fakt, że udział rynkowy największego giganta, firmy odzieżowej LPP (min. Reserved), nie przekracza nawet 3%. Z drugiej strony jednak zaczyna to się zmieniać, rynek odzieżowy w Polsce zaczyna być brutalny i coraz ciężej jest się przebić i konkurować z największymi graczami, bo jak w każdej branży małe firmy mają niewielkie zlecenia, co wymusza stosowanie wyższych cen za usługi. Dlatego tym bardziej powinniśmy zrozumieć, że ubrania te, żeby zaoszczędzić na dystrybucji nie pojawią się w lokalach, gdzie dużo płaci się za wynajem, czyli np. w Galeriach, ale raczej w tańszych lokalizacjach. I to jest moim zdaniem podstawowa różnica między nimi, nie jakość, nie styl, ale właśnie miejsce, które dyktuje to jak ubranie jest postrzegane.

Mieszkając w Łodzi, jestem w najlepszej sytuacji jeśli chodzi o polską branżę odzieżową, bo w moim mieście wiele dobrych polskich firm ma swoje sklepy firmowe, ale z dostępnością do tych ubrań nie jest teraz tak źle dzięki internetowi. Nie trzeba więc też przełamywać swojej bariery niechęci wobec bazarów i nie pojawiając się nawet osobiście w tak nieodpowiednim jak na każdego kto lubi modę miejscu zamawiać przez internet.

Moim zdaniem powodu do wstydu nie ma, co wynika z przykładu małej, około 30 osobowej łódzkiej firmy Midori. Projektuje dla niej moja znajoma, ale nie jest to żadna reklama, bo nawet nie wie że będę o niej pisać. Chcę tylko podkreślić, że tego typu firm w Polsce są setki i najlepiej wypatrzeć jakąś w swojej okolicy i wspierać region. Otóż firma Midori sprzedaje ubrania na bardzo ładnej stronie internetowej, w małych butikach, również tych rynkowych jak i na podłódzkich bazarach. Co ciekawe ich sukienki od czasu do czasu noszą na wizji prezenterki telewizyjne takie jak Kinga Rusin czy Dorota Wellman, i jakoś nie widzą problemu, że występują w „bazarowych” strojach. Sama też mam kilka rzeczy z Midori i nie czuje się w nich „kiczowato”

Zachęcam też do zapoznania się z asortymentem średnich wielkością firm odzieżowych, bo z tego, co zauważyłam mają one coraz lepszą opinię wśród klientek i cieszą się sporym zainteresowaniem. Ich ubrania są nieco droższe od typowo rynkowych, małych producentów, ale często szyją bardziej klasycznie, a nie tylko modnie, więc nie trzeba tych ubrań zmieniać co sezon. należą do nich min. bardzo chwalone Nife, Antall, Click Fashion, Wibs i inne, które można znaleźć na naszej „Liście”, zachęcam też do dzielenia się swoją wiedzą na temat tego typu polskich firm, chętnie dopiszę do listy.

 

mg5771

Make it Polish (Made in China) czyli polska odpowiedź na sieciówki

Podobno, zgodnie z opinią niektórych, Jessica Mercedes to szafiarka, która „nie jest kretynką”.  Pisze po kilka zdań więcej pod zdjęciami ze stylizacjami na swoim blogu niż jej koleżanki „po fachu”, uczyńmy więc tą intelektualistkę wśród szafiarek naszym przewodnikiem po sieciówkach, których ubrania sama dość chętnie nosi, a których polskie odpowiedniki wywołują dość często dyskusję. Bo sama też musiałam wysilić trochę swój intelekt i przemyśleć problem, żeby zabrać głos w sprawie tych rodzimych firm, które często przenoszą swoją produkcję na Daleki Wschód. Wiem, że wywołuje to spore kontrowersje, a ich polskość jest dla niektórych wątpliwa. Wyrażę tu swoje poglądy na ten temat, pewnie nie wszyscy się z nimi zgodzą, co oczywiście nie będzie świadczyło o braku ich intelektu, bo ja też widzę drugą stronę medalu i chętnie o tym podyskutuję.

Zacznę od przedstawienia problemu na przykładach. Sieciówki to bardzo popularne miejsca zakupów, bo panuje opinia, że pozawalają dobrze się ubrać za względnie małe pieniądze. Słowo względnie jest tu kluczowe dlatego, że tak naprawdę sklepy takie jak Zara czy Gap, które za granicą są po prostu zwykłymi, tanimi sieciówkami u nas  często nadal traktowane są jako drogie, a nawet czasem ekskluzywne i nie wynika to tylko z faktu, że zarabiamy mniej, ale też dlatego, że przelicznik cen w takich sklepach z Euro na złotówki jest najczęściej zastanawiająco wysoki, tak że te same ubrania w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech można często kupić nawet bez przeceny o co najmniej 100 zł taniej. Wiem, ponieważ jeśli kupuje w sieciówkach to z reguły najczęściej właśnie za granicą. I od tej największej na świecie hiszpańskiej marki zacznę, bo osiągnęła ona niezwykły światowy sukces, który warto jest naśladować.

Zary z naszym krajem, poza wynajmem lokali na sklepy i zatrudnianiem tam kilku pracowników, nic więcej nie łączy, bo produkcja odbywa się w Ameryce Południowej. Dlatego zainteresowała mnie ostatni polska firma Mohito, w której odnajduje elementy stylu Zary. Marka należy do największego polskiego giganta branży odzieżowej LPP S.A., którego tylko część produkcji odbywa się w Polsce, a większość w Chinach. To samo można powiedzieć o innej marce LPP, bardzo popularnym Reserved, który stylem przypomina mi w niektórych projektach ubrania sieciówki Gap, również produkującej na Dalekim Wschodzie. Reserved ma w sobie trochę tego luzu Gap’a i często stosuję go jako zamiennik. W innej popularnej sieciówce H&M, która też produkuje w Azji bywam rzadko, bo zwykle nie znajduję tam nic dla siebie, ale na kimś innym ich ubrania mi się podobają, więc jeśli ktoś się ubiera w tym stylu, moim zdaniem może odnaleźć go też w polskich markach, tych z LPP, czyli House i Sin-say, albo w łódzkim Top Secret od Redanu bądź też Tatuum od Kan. Ich ubrania też nie są szyte w Polsce co wywołuje fale protestów, określania ich mianem wyzyskiwaczy i zarzucania im braku pariotyzmu. Czy słusznie? Dla mnie niekoniecznie.

Zacznijmy od tego jak przedstawia się sytuacja na świecie. Jak widać na powyżej przedstawionych przykładach przenoszenie produkcji na Wschód to powszechnie panujący trend wśród dużych i znaczących firm odzieżowych. Nie jest więc to polski pomysł tylko po prostu etap rozwoju firmy w tych czasach, która przestaje być średnim przedsiębiorstwem, a zaczyna produkować na większą skalę i staje się gigantem. Oczywiście idealnie byłoby gdyby można było to osiągnąć w tej klasie ubrań zostawiając produkcję w kraju, ale żyjemy w  takim a nie innym świecie, w którym zasady ustalają zachodni giganci. Jeśli ktoś chce stanowić dla nich konkurencję nie ma innego wyjścia musi grać tak jak oni. Podsumował to najlepiej Piotr Kulawiński, obecny prezes Redanu: „Działamy według niemal identycznego modelu jak światowi potentaci w produkcji odzieży. W Polsce skupiamy się na projektowaniu, marketingu i dystrybucji, stąd też zarządzamy firmą. Natomiast produkcję lokujemy w tych miejscach świata, które dają nam gwarancję najlepszej efektywności, odpowiedniej skali oraz wysokiego standardu dla danej kategorii odzieży.”

Spójrzmy więc może na to w ten sposób, taka Zara czy H&M poza niezbyt wysokimi pensjami dla kilku polskich sprzedawców w ich sklepach, nie pozostawia w naszym kraju zupełnie nic, natomiast Reserved wprawdzie nie da pracy szwaczkom, ale da ją projektantom, marketingowcom, dystrybutorom, a przede wszystkim większość zysku pozostanie w kraju. Żeby zdać sobie sprawę jak ogromne ma to znaczeni dla nas pozwolę sobie zacytować wypowiedź właściciela polskiej firmy, wprawdzie nie z branży odzieżowej tylko budowlanej, ale mechanizm działa mniej więcej tak samo: „Prawie co drugie okno dachowe sprzedawane i montowane na świecie (około 40 procent) jest wyprodukowane w Polsce, ale nasz kraj zgarnia jedynie 8 procent zysku. Pytanie, dlaczego przy tak dużej produkcji, nasz kraj osiąga niewielki zysk? Otóż Polska jest po prostu montownią dla wielkich zagranicznych koncernów, a na tym, w całym procesie produkcji i sprzedaży, zarabia się najmniej. Największe profity daje myśl techniczna, zyski osiągane na dystrybucji i logistyce. Te konfitury trafiają jednak za granicę, do centralnych siedzib zagranicznych firm.”

Wniosek stąd jest jasny, mamy wybór, albo jesteśmy krajem taniej produkcyjnej siły roboczej zagranicznych korporacji, miejsc pracy wprawdzie wtedy nie brakuje, ale w kraju zostaje niewielki zysk, przez co my też tracimy, albo nie zapewniamy wprawdzie tylu miejsc pracy produkując zagranicą, ale nasz kraj się bogaci. Przenoszenie produkcji odzieży konkurującej z sieciówkami ja osobiście traktuję raczej jako awans dla firmy, świadczący o tym, że wchodzi na kolejny etap rozwoju, który pozwoli jej dorównać zachodniej konkurencji. Tak więc jak powiedział to prezes Asseco: „Budujmy własne firmy. Bo dziś jesteśmy głównie tanią siłą roboczą dla zagranicznych koncernów.”

Kolejnym argumentem na to jest sytuacja polskich szwaczek. Ponieważ jestem z Łodzi więc los kobiet wykonujących ten zawód nie jest mi obojętny, gdyż jest tu ich najwięcej i znam sytuację wielu z nich. Od znajomej, która niedawno znalazła bez problemu pracę szwaczki w jednym z łódzkich zakładów dowiedziałam się że za uszycie jednej góry od piżamki dziecięcej dostaje 0,45 zł. Dopiero zaczęła pracować, więc udaje jej się uszyć 90 dziennie, doświadczone szwaczki szyją więcej, ale wiele z nich pracuje na czarno. Praca jest bardzo ciężka, często po 12 godzin, znajoma podsumowała, że jak pracowała jako sprzątaczka była mniej zmęczona. Rozumiem, że dla kobiet które szyły przez całe życie i nie chcą robić nic innego to jedyne wyjście, znajoma jednak nie wyobraża sobie że w wieku 50 lat nadal miałaby tak ciężko pracować, jest jeszcze młodą osobą więc dokształca się, ma w planach przekwalifikować się i znaleźć jakąś zwykłą pracę w biurze bądź urzędzie, których w Łodzi też nie brakuje, miejsca pracy są tam wprawdzie równie kiepsko opłacane, ale przynajmniej nie niszczą zdrowia i są po prostu lżejsze. Czy jest więc o co walczyć i oburzać się na pozbawianie nas stanowisk pracy typu szwaczka? Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć lepsza taka praca niż żadna, ale moim zdaniem problemem naszego kraju nie jest akurat brak miejsc pracy, ale warunki i pieniądze, które oferują pracodawcy. Szwaczki są na to dobrym przykładem.

Jeśli jednak moje argumenty nie przekonały i ktoś nadal woli wybrać się do polskich sklepów, które wszystko albo większość produkują w Polsce, albo jeśli ktoś, ze względów etycznych nie kupuje niczego co pochodzi z Azji, nieważne czy produkcję zleca nasza czy nie nasza firma, to ma wybór, bo w Polsce jest kilka firm, które spełniają te wymagania.

Osobiście zawsze lubiłam kupować swetry w Benettonie, są bardzo ciepłe, zrobione z dość dobrych materiałów, często sporo nawet w nich kaszmiru, no i podobają mi się też ich kolory.  Od jakiegoś czasu zwracam jednak więcej uwagi na swetry starej polskiej firmy z Łodzi Olimpia, cenowo są zbliżone, a jakością zupełnie nie odstają. To samo z niemiecką sieciówką Orsay, jeśli ktoś lubi ich ubrania, polubi też być może łódzkie Pretty Girl, które najprawdopodobniej nie przeniosło niczego poza granicę kraju. Jeśli komuś odpowiada natomiast styl Monnari to jest to również firma z mojego miasta, która wprawdzie niektóre rzeczy produkuje w Chinach, ale większość szyje nadal w Polsce. Ponadto sieć damskiej odzieży Monnari przejęła też marki odzieżowe Pabia i Hensel & Mortensen, jak również nabyła część udziałów w sieci Molton. Są też inne takie jak Modesta, Dziekański, Bialcon i Rabarbar .Wszystkie prezentują naprawdę ciekawy asortyment i nawet lepszą, moim zdaniem, jakość niż zagraniczne sieciówki.

Macademian

Jak zostać modową patriotka, czyli klasyczne marki

Patrząc na kreacje szafiarki zwanej Macademian Girl widzę w niej przede wszystkim patriotkę. Myślę, że nikt w Polsce nie nawiązuje strojem tak bardzo do swoich korzeni jak ta Polka. Dla mnie jest chodzącą propagatorką tradycyjnego stylu latino,  pokazując tym duży sentyment jaki musi żywić do kraju z którego pochodzi jej ojciec… Panamy. Stąd jej styl jest tak nietypowy jak na nasz kraj, rzuca się w oczy i zdecydowanie wyróżnia wśród innych szafiarek. Tylko, że moim zdaniem, równą sensacje wywołałby w Panamie jakikolwiek nasz rodak o typowo słowiańskiej urodzie, gdyby chodził tam w ubraniach z motywami nawiązującymi np. do ludowych strojów łowickich. Też byłby niezwykle egzotyczny.  A tak, taki bardzo kolorowy strój, z dużą ilością motywów kwiatowych wszędzie gdzie się da, najlepiej też we włosach, z mnóstwem korali, kryształków, równie barwną biżuterią, falbanami i często też koronkami, z taką nutką południowego folkloru i nawiązań do stylu trochę takiego latino old fashioned, spodobałby się na pewno babci hiszpańskiego znajomego mojej rodziny. Moja mama dostała nawet właśnie od jego bliskich niebieską wersje białych korali, które zauważyłam w jednej z kreacji Macademian Girl, i bardzo lubi je nosić, a też jest już babcią.

Nic tylko brać przykład z patriotyzmu szafiarki. Oczywiście nie wszyscy czuliby się dobrze chodząc po ulicach z motywami naszych strojów ludowych, ale jest też u nas kilka firm odzieżowych takich jak Etno House czy Farbotka, które robią takie rzeczy, i niektórzy potrafią fajnie włączyć tego typu styl do całości stroju. Podobno czapka z napisem „Tatry” z łódzkiej firmy Pan tu nie stał od kilku lat jest przebojem. Chcę tu jednak raczej zwrócić bardziej uwagę czytelników na stare, dobre polskie marki.

Każdy kraj ma u siebie firmy odzieżowe z długa tradycją i najczęściej jest z nich bardzo dumny, tak jak Brytyjczyk ze swojego Marks & Spencer, czyli jak go nazywa Łukasz „sklepu dla babć”. No i rzeczywiście, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, stojąc tam w kolejce można poczuć się młodo. Nigdy mnie to jednak specjalnie nie zrażało, bo lubię od czasu do czasu kupić coś poważnego i klasycznego, bo zwykle jest aktualne przez wiele lat, zawsze pasuje do wszystkiego i można łączyć z wieloma rzeczami. Myślę, że w Polsce nie jestem jedyna osoba która ma takie podejście, bo w kwestii mody jesteśmy z reguły dość konserwatywni.

Według moich obserwacji jesteśmy średnio 2, 3 sezony do tyłu w porównaniu z zachodem. Wynika to przede wszystkim z ekonomii, bo nie jesteśmy przyzwyczajeni, tak jak bogatsi ludzie z tamtych krajów, do wymiany ciuchów co sezon. Poza tym ubieramy się dość zachowawczo i nie łapiemy bezkrytycznie każdego trendu. Ja też nie jestem wyjątkiem, lubię klasykę, ale jakieś modne, nowe detale w każdym sezonie staram się jednak mieć. Nie jest to jednak takie łatwe w naszym kraju, bo w Polsce najpierw czytam o aktualnych trendach na świecie, a dopiero po jednym, dwóch sezonach pojawiają się one w polskich sklepach, a po trzech, a niekiedy czterech widzę je na ulicach, bo zaczynają być masowo produkowane przez tańsze firmy. Aż tak bardzo mi to jednak nie przeszkadza, tak jak większości znanym polskim stylistom i krytykom mody, którzy wypominają takie zapóźnienie Polakom na każdym kroku. Moim zdaniem, jak już Polki załapują jakiś trend to robią to rozsądnie, gustownie i najczęściej dopasowują do całości swojego stylu, natomiast za granicą można spotkać czasem fatalne przykłady ofiar mody. U nas to zjawisko dotyczy jednak najczęściej  właśnie tych krytykujących wszystkich na około…polskich stylistów.

A jak wygląda sytuacja z naszymi klasycznymi markami? Nie jest tak źle jak w innych branżach, bo tak naprawdę nie słyszałam o żadnym spektakularnym, wrogim przejęciu starych polskich firm odzieżowych. Co prawda niektóre w latach 90. nie wytrzymały zalewu zachodnimi markami i zbankrutowały, bo będąc przez długi okres jedynymi na rynku nie wiedziały jak się bronić gdy pojawiła się konkurencja. Tak się niestety stało z Modą Polską, a szkoda, bo z tego co widziałam w szafie mamy, ubrania szyli bardzo fajne. Trochę żałosny los spotkał jeden z najstarszych polskich domów mody – Telimenę. Wprawdzie nadal istnieje, ale ogranicza się do szycia strojów korporacyjnych i pracowniczych.  Ale szereg firm z dawnych lat całkiem dobrze sobie radzi. I teraz dobra wiadomość dla Panów, bo jeśli którykolwiek facet dotrwał do tej części tekstu to ma możliwość wynieść dla siebie coś więcej niż tylko, zapewne nowe dla większości  z nich słowo „szafiarka”, bo będzie o polskich producentach odzieży dla mężczyzn.

Jedną z nich jest firma Bytom, powstała w 1945 r. i znajduje się nadal w rękach Polaków, na dodatek radzi sobie świetnie zarówno na polskim jak i niemieckim rynku, do tego przejęli też niedawno firmę Warmia. Stawiają też  na dość odważną reklamę, bo promuje ich gwiazdor gejowskich filmów porno. Zagranie nowoczesne i kontrowersyjne, przez co firma zrywa trochę z wizerunkiem, starej, tradycyjnej firmy. Mam tylko nadzieję, że wiedzą co robią i nie odstraszą tym części heteroseksualnych klientów, bo mimo wzrostu tolerancji nadal wielu z nich  podpisałoby się pod tekstem pewnej piosenki, którą kiedyś słyszałam :”Każdy facet ma coś z geja…tylko nie ja! tylko nie ja!”. I chociaż moim zdaniem to brytyjski Ted Baker jest w stylu swoich ubrań bardziej gejowski niż reklama firmy Bytom, to jeśli ktoś ma bardziej tradycyjne podejście do tematu polecam firmę Kastor oraz klasycznego Próchnika, bo to stara firma z bardzo polskimi i patriotycznymi korzeniami.

Jednym z najgłośniejszych wydarzeń branżowych w 2006 r. było połączenie producentów garniturów i koszul – Vistuli i  łódzkiej Wólczanki. Dzięki temu powstała firma, której łączne przychody znacznie wzrosły również dzięki przejęciu sieci domów towarowych Galeria Centrum od Empik Media & Fashion. To jednak nie koniec transakcji: Vistula & Wólczanka zapowiadała dalsze akwizycje i tak też zrobiła przejmując np. włoską markę Deni Cler. Odnoszą sukces, mimo że polski rynek ubrań dla mężczyzn nie jest wcale taki łatwy. Całkiem niedawno ogłoszono, że firma Cottonfied, duma narodowa Duńczyków, wynosi się z naszego kraju. I dobrze. Mieli fajne rzeczy, ale niech to Duńczycy,  jedni z największych nacjonalistów w Europie,  płacą tyle za koszulę swojej rodzimej marki, która jakościowo nie odbiega od tej z Wólczanki, a cenowo poraża, a nie wciskają ją naszym coraz bardziej dbającym o siebie facetom, którzy nadal zwykle nie mają aż takich możliwości finansowych jak oni .

Vistula & Wólczanka wygrywa często z konkurencją również dlatego, że szybko zmieniła swój wizerunek. Z tradycyjnej polskiej firmy zaczęła kreować się na nowoczesną. Widać to chociażby po tym jak dużo inwestują w promocje produktów, co jest dość nietypowe dla starych, sprawdzonych polskich marek. Z reguły nie jestem za zatrudnianiem zagranicznych gwiazd do reklam rodzimych produktów, ale Wólczanka miała na nie pomysł. Najpierw zatrudniła Pierce’a Brossnana, a potem gwiazdora filmów dla dorosłych. Niestety nie ma na nich polskich odpowiedników, bo wśród naszych aktorów nie spotyka się żeby ktoś jednocześnie był tak atrakcyjny i tak bardzo kojarzony z elegancją, nie mówiąc już że o polskim, przystojnym i znanym aktorze z branży filmów dla dorosłych nie słyszałam. Podobno zatrudnienie do reklamy Rocco wywołało skandal. No cóż myślę, że to trochę hipokryzja, bo dzisiaj na każdym kroku jesteśmy tak zalani różnymi formami miękkiej pornografii, na które tak naprawdę prawie nikt już nie zwraca uwagi, że czasem wstyd otwierać niektóre artykuły na zwykłych, ogólnodostępnych portalach internetowych w miejscach publicznych.

 

margaret

Grająca szafa śpiewającej szafiarki, czyli trochę lepsze ciuchy

Długo zastanawiałam się czy napisać to na temat szafiarki zwanej Margaret, bo zabrzmi to trochę jak typowy „hejt” internetowy, ale po przemyśleniu sprawy przedstawię tu moją opinię, bo pozwoli mi to odnieść się do rzeczy wprawdzie luźno związanej z tematem wpisu, ale która mnie irytuje i mam nadzieję, że nie jestem w tym sama.  Przeglądając bloga Margaret musiałam się najpierw przyzwyczaić do jej fizjonomii, bo w moim mniemaniu jej uroda do klasycznych nie należy. Jej twarz na zdjęciach bez fotoszopa kojarzy mi się raczej z ludźmi i miejscami w których wolę nie bywać po zmroku. Piszę o tym tylko dlatego, że mimo szczerych chęci ciężko nie zajmować czyimś wyglądem jeśli na jego blogu wpisy polegają na umieszczaniu prawie wyłącznie samych swoich zdjęć. Wiem, że coraz więcej „artykułów” na portalach internetowych pozwala nam swoją „treścią” cofnąć się do epoki pisma obrazkowego, bo tekstu jest tam niewiele, ale nawet jak na blogerkę ilość słowa pisanego u Margaret jest porażająco mała, bo najczęściej ograniczona jedynie do podpisów pod zdjęciami wskazującymi pochodzenie ubrań, co zmusza mnie do oceniania „treści” bloga tylko pod kątem tego co widzę.

Jednak nie jestem w stanie pogodzić się z ocenianiem w ten sposób osób, u których aparycja nie gra większej roli.  Nigdy nie rozumiałam np. fali krytyki wobec Ewy Minge.  Większość informacji na jej temat jest o tym, czy miała operacje plastyczne czy też nie, a przecież ta najbardziej znana w tym momencie polska projektantka, ma sporo do powiedzenia. Czytając wywiady z nią dowiadujemy się, że odnosi sukcesy w Polsce i za granicą, o których zadecydowała nie jej twarz ale zdolności i praca, a jej mało dziwaczne, jak na projektanta na tym poziomie, klasyczne kreacje noszą międzynarodowe gwiazdy.

Mimo całego tego tłumaczenia się i tak miałam wyrzuty, że oceniam Margaret w ten sposób, tym bardziej, że dziewczyna ma też podobno spore osiągnięcia w muzyce. Postarałam się więc skupić bardziej na szafie tej śpiewającej szafiarki, w której jak dla mnie prawie wszystko gra. Ma swój styl, którego niektóre elementy mi się całkiem podobają.  Na dodatek zdarza jej się zakładać ubrania polskich marek, takich jak Mr Gugu & Miss Go czy Zuo corp.I właśnie na tego typu markach chciałabym się skupić w tym podtytule, czyli trochę droższych ubraniach niszowych polskich projektantów lub po prostu nieco lepszych ciuchów niż tych, które oferują sieciówki.

Jak ktoś zauważył, jak grzyby po deszczu wyrastają drobne firmy odzieżowe zakładane przez młodych Polaków, których oferta skierowana jest do rówieśników. Ubrania te, często droższe od tych z sieciówek, wyróżniają się bardzo dobrą jakością oraz oryginalnymi wzorami. Sprzedawane są głównie za pośrednictwem internetu na takich stronach jak mustache.pl, conceptshop.pl i showroom.pl. Dlaczego warto coś tam zamówić? Bo wspiera się młodych, wykształconych, zdolnych ludzi, polskie szwalnie, a do tego design, krój, innowacyjne rozwiązania, a przede wszystkim jakość ubrań, które sygnują swoim nazwiskiem jest bezdyskusyjna, bo projektują je najczęściej ludzie z pasją, bardzo związani z tym co robią, więc w swoje produkty wkładają całych siebie, co naprawdę widać.

Niszowi projektanci zagraniczni pojawiają się czasem w TK Maxxie, którego właśnie za to cenię. Można znaleźć tam coś oryginalnego i nie stracić fortuny. Odkryłam jednak, że podobnie działają wyżej wymienione strony z polskimi projektantami. Na ich ubrania z przyjemnością zamienię też ciuchy bardziej popularnej, zagranicznej marki, którą lubię, Diesela. I nie chodzi mi specjalnie o ubrania wyłącznie z jeansu, bo mamy tutaj swojego Big Stara, do którego osobiście nie mogę się przemóc, ale na pewno podejmę jeszcze niejedną próbę, bo firma ma ciekawą historię. Powstała jako spółka join venutre firmy szwajcarskiej, a teraz jest 100% polska. Z Dieslem chodzi mi bardziej o styl, a nie o sam jeans. Jest dość nowoczesny i z lekkim pazurem, który mi się podoba.  Trochę tego pazura ma też męska linia sieciówki River Island, ale żeńskie wydanie tego „buntu” jest u nich jak dla mnie trochę plastikowe. W Polsce takiego pazura widzę u Roberta Kupisza. Polecam szczególnie męską linię, jeśli ktoś gustuje w lekko rock’n'rollowych  ubraniach. Dość ciekawe pomysły ma też inna młoda projektantka, Kamila Gawrońska.

Tego typu twórców ubrań jest w Polsce naprawdę dużo i niezależnie jaki kto styl lubi, wchodząc na wyżej wymienione strony na pewno znajdzie coś dla siebie. Być może z małymi wyjątkami, bo od czasu do czasu nadwyrężam swój portfel kupując coś od Tommego Hilfigera. I tu mam problem, ponieważ ciężko jest znaleźć odpowiednik dla niego. W Polsce jak już coś się robi trochę lepszej jakości i w większej cenie to jest to albo eleganckie, albo ekstrawaganckie. Nie ma trochę lepszych ubrań w stylu casual, czegoś na luzie, ale nie sportowego, coś co można założyć do pracy, ale nie do końca eleganckiego. Chyba że ktoś z czytelników ma jakiś pomysł na godny polski zamiennik, chętnie się zapoznam, bo mnie nic o tego typu rodzimej marce nie wiadomo.

Jeśli chodzi natomiast o eleganckie, trochę lepsze polskie ubrania, to jest tu duży wybór. Jeśli kolejny raz przyjdzie mi finansowo nieco zaszaleć,  z chęcią zamienię świetnie skrojone wieczorowe sukienki, które kupowałam u brytyjskiej Karen Millen, na polskiego projektanta gdy kolejnym razem trafi mi się jakieś większe, uroczyste wyjście. Nie do końca wprawdzie odnajduję siebie w stylizacjach Joanny Klimas, ale już taki Aryton, Solar czy Taranko jak najbardziej mi odpowiadają.

katarzyna_tusk_otwarcie_butiku_louis_221186

Kasia ma możliwość zrobić dla kraju więcej niż jej tata, czyli ciuchy z wyższej półki

Można nie lubić Kasi Tusk, czyli szafiarki, która osiąga największe sukcesy, ale wydaje mi się że najczęściej źle o niej wypowiadają się ludzie, którzy po prostu nie przepadają za jej ojcem. Moim zdaniem ubiera się z reguły z dużą klasą. Poza tym warto docenić to, że abstrahując od tego jak bardzo pomogło jej nazwisko, to jednak ona sama ma pomysł na siebie, swoją karierę i zarabianie pieniędzy. Na dodatek wychodzi jej to, w przeciwieństwie do większości dzieci znanych osób w Polsce, coś robi, a nie tylko bywa.

Mimo, że szczytnym celem jej bloga jest pokazanie jak ubrać się dobrze i niedrogo przez wyszukiwanie w tańszych sklepach odpowiedników ubrań drogich projektantów to jednak właśnie ona jest jedyną blogerką, która rzeczywiście może sobie pozwolić na ciuchy z najwyższej półki i nie musi o nie żebrać u producentów. Stąd zamiast dalej robić z siebie taką skromnisię pomogłaby bardziej, gdyby promowała marki drogich polskich projektantów. Chociaż nie mamy tak słynnych marek jak Dior czy Dolce&Gabbana to nie można powiedzieć, że w polskich sklepach nie można się ubrać luksusowo.

Moim zdaniem istnieje jednak różnica między najlepszymi na świecie produktami kosmetycznymi, do których potrzebne są naukowe badania, często patenty itd. przez co ciężko stworzyć ich  luksusowy polski odpowiednik.  Jeśli jednak chodzi o ubrania, na pewnym poziomie reprezentowanym przez projektantów, o których będę pisać w tym podtytule, jakościowo produkty się nie różnią. Czy polskie czy zagraniczne są najczęściej świetnie zaprojektowane, idealnie skrojone, perfekcyjnie uszyte i z równie pięknych materiałów. Różnią się tylko stylem oraz mniej lub bardziej znanym nazwiskiem, które je sygnuje. Przyznaję, że też czasem kupię coś dla metki, niewiele osób jest zupełnie wolnych od wpływu jaki wywiera na nas siła marki. I tu właśnie byłaby odpowiednia rola dla Kasi, żeby pomóc w promowaniu drogich marek polskich na tyle, żeby naprawdę stały się czymś pożądanym tak bardzo jak np. torba od Louis Vuitton.

Drodzy projektanci w Polsce, wbrew pozorom, nie mają łatwo. Ubierają czasem polskie gwiazdy, ale reszcie znani są bardziej jako celebryci, nie różniący się specjalnie  od takich szafiarek, niż jako ludzie mający osiągnięcia w branży odzieżowej, Wystarczy pomyśleć o wspomnianej już tu Ewie Minge, czy znienawidzonym przez czytelników portali plotkarskich Dawidzie Wolińskim, który projektuje naprawdę ładne rzeczy.  Może nie dorównują jeszcze najlepszym na świecie, ale mają istotny wkład w branżę, co trzeba cenić, bo bardzo łatwo tu zniszczyć komuś karierę i chęć do pracy jak to miało miejsce w przypadku Arkadiusa.

Zaistniał w latach dziewięćdziesiątych i był na dobrej drodze do międzynarodowego sukcesu. Nie wszystkim się podobał jego styl, był też trochę wyśmiewany przez rodaków, ale jako jedyny, moim zdaniem miał szansę zmierzyć się z największymi, bo miał talent, o czym świadczy fakt, że dostał się do najlepszej artystycznej szkoły na świecie St. Martin’s College of Art & Design w Londynie, o której większość artystów marzy, żeby załapać się choć na fakultatywne, płatne zajęcia, był też pracowity i do tego skromny. Od początku swojej kariery współpracował z najlepszymi na świecie, a potem nagle w 2005 roku zniknął. Z tego co czytałam przyczyną tego mogło być związanie się z pazernymi managerami, zwanymi tajemniczo w źródle z którego czerpałam o tym informacje „biznesmenami ze Wschodu” ,którzy chcąc jak najwięcej na nim zarobić, zostawili mu tylko swobodę w projektowaniu ubrań, natomiast cały proces wykonania był w ich rękach, co dało im możliwość chociażby oszczędności na materiałach. A nawet najlepszy projekt uszyty z kiepskiej jakości tkaniny pozostanie dla klienta z pewnymi wymaganiami zwykłą szmatą. Mimo więc że sam Arkadius wcześniej dbał bardzo o tę jakość, po związaniu się z nieodpowiednimi ludźmi nie miał już na to wpływu. Nie wiadomo czy jest to prawdą, bo sam projektant od dawna milczy,  ale jakkolwiek było można tylko żałować dobrze zapowiadającej się kariery tego utalentowanego człowieka i liczyć na to, że może znów kiedyś wróci do branży.

Sama jednak nie jestem w stanie zmienić tego, żeby kobiety w Polsce marzyły o sukience od Zienia, a nie od Diora, więc nie zajmę się  szukaniem zamienników najsłynniejszych na świecie marek z najwyższej półki, bo wiem, że jak ktoś chce mieć koniecznie coś z metką Chanela, nie przekona się że może warto też popatrzeć na popularny wśród polskich gwiazd Bohoboco, albo Bizuu, bo po pierwsze styl Chanela trudno zastąpić, a po drugie nie pokonam jednym wpisem magii marki. Dlatego podam tylko kilka polskich odpowiedników zagranicznych firm ekskluzywnych, które powiedzmy stoją w hierarchii  luksusu nieco niżej i przez to łatwiej jest przekonać kogoś do zamiany, bo są bardziej dostępne, również dla klasy średniej Takie marki jak Saint Laurent, Hugo Boss, który osobiście mi się nie podoba, nie tylko przez to że szyli dla nazistów, Moschino czy Calvin Klein można ostatecznie zastąpić czymś polskim.

I tak, CK, czyli 10 największą markę świata, którą osobiście bardzo lubię odnajduję trochę u Krzysztofa Stróżyny. Może ktoś się nie zgodzić, ale ja akurat te elementy, które cenię u CK widzę właśnie u tego projektanta i nieco mniej, ale jednak u Agaty Wojtkiewicz. Natomiast Moschino, które też mi się podoba, ciężko przyrównać do czegoś polskiego, choć stylowo momentami można ostatecznie dostrzec jakieś podobieństwa do Hexeline, w elegancji, bo nie ma niestety tej finezyjności i fantazji włoskich projektantów.

Na koniec zachęcam do własnych zabaw modą. Być może zmiana naszego ulubionego sklepu z ubraniami na polską firmę wcale nie będzie taka trudna.

AW

 

33 przemyślenia nt. „Rozpoznawanie swoich: Odzież

  1. Świetny artykuł. Widać że wiele energii i czasu zostało w niego włożone.
    Co do samego tematu ubrań to czytając artykuł przypomniało mi się jak byłem w tamtym roku w Łodzi w Muzeum Włókiennictwa. A łza w oku się kręciła patrząc na te wszystkie maszyny i zdjęcia działających fabryk odzieżowych. Co najciekawsze dużo jeszcze funkcjonowało w latach 90. Wszystko zostało zniszczone i tylko stare fabryczne budynki straszą swoim wyglądem :/
    Co do polskich firm, które mają swoją produkcję w chinach to bez dwóch zdań, lepiej żeby one były polskimi, bo jednak zyski i najlepsze miejsca pracy będą w rodzimym państwie. Ale jak pokazują przykłady niektórych firm, też można normalnie wytwarzać rękoma polskich pracowników.

    1. Tak,sporo czasu i energii zabiera porządne opracowanie danej branży, więc wpisy pewnie nie będą pojawiać się często, ale mam nadzieję, że będzie wdać po nich pracę jaką w nie wkładamy, także dzięki :) Łodzi chyba rzeczywiście najbardziej się dostało, ale odbijamy się powoli :) Byliśmy na Waszej stronie, jest bardzo fajna i w temacie, więc mamy w planach ją zalinkować do polecanych w najbliższym czasie, powodzenia!

  2. Kolejny ciekawy artykuł. Brawo!

    Co do produkcji w krajach trzeciego świata, to ciągle i wciąż podnoszę nogę na “made in china”. Za dużo się naczytałem i naoglądałem o praktykach w tych “zakładach pracy”.

    1. Dzięki :) Rozumiem Twoje poglądy i w sumie się z nimi zgadzam. Na szczęście, jeśli chodzi o nasz kraj to większość firm odzieżowych nadal produkuje na miejscu. Problem jednak sprowadza się do tego, że jeśli już polska firma odzieżowa robi się na tyle duża, że chce konkurować z zachodnimi gigantami, to jedyny sposób w jaki może to robić, to grać tak jak oni. Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma innego wyjścia, ale aspekt moralny tego jest oczywiście wątpliwy i tu rzeczywiście powstaje problem. Pozdrawiam.

      1. I¡¯m not sure the place you are getting your information, but great topic. I must spend some time studying much more or undnnstaedirg more. Thank you for excellent information I was in search of this info for my mission.

  3. Bardzo rzeczowo napisany artykuł. W zestawieniu brakuje mi firmy Cotton Club.
    Pamiętam jak byłam mile zaskoczona modelem reklamującym garnitury firmy Bytom. Nie wiedziałam, aż do teraz, że to aktor gejowskich filmów porno. Vistula&Wólczanka? Cóż, kto nie lubi Rocco? ;)

    1. Dzięki :) Wprawdzie również nie widziałam nigdy Rocco “w akcji” ;) ale też myślę, że mieli dobry pomysł na reklamę, pozdrawiam

  4. jeszcze garnitury i konfekcję męską robi PAWO, a w odzieży dziecięcej i nie tylko specjalizuje się Endo, skoro jest Pan tu nie stał to warto do nich dodać SpodLady,

    1. Rzeczywiście, zapomniałam o Pawo, SPod Lady tez dodałam, dzięki. Niestety nie wiem co z Endo, bo najprawdopodobniej nie jest już polskie, a szkoda bo ma bardzo ładne rzeczy. Nie jestem jednak tego na 100% pewna, więc nie wpisałam ich na razie nigdzie. Jak będę tworzyć post o artykułach dziecięcych to na pewno dokładniej zgłębię sprawę, chyba że masz jakieś źródło z którego wynika że są nadal w rękach Polaków? Jeśli tak to podaj, dzięki :)

      1. sprawdziłam i Twoje podejrzenia co do Endo były słuszne – niestety sprzedali się, na szczęście powstaje coraz więcej polskich odzieżowych marek, więc jest w czym wybierać

  5. Naprawdę porządny, ciekawy artykuł. Uważam, że mamy mnóstwo marek, które warto promować i spokojnie mogłyby iść na wojnę z tymi zagranicznymi. Za przykład podam chociażby Kazar (obuwie i i galanteria skórzana) czy Ochnik (galanteria skórzana). Btw. szkoda, że blogerki modowe rzadko interesują się tymi polskimi markami.

    Pozdrawiam

    1. Dzięki :) Komplement tym większy, że artykuł “o ciuchach” zainteresował również mężczyznę :) O polskiej galanterii, w tym butach i torebkach, na pewno będzie dodatkowy wpis, bo też uważam, że rodzime firmy z tej branży są naszą mocna stroną.

      1. dużo dzieje się również w modzie, szczególnie damskiej i dla mniejszych dzieci, zresztą idąc za tym trendem powstało kilka sklepów internetowych specjalizujących się w sprzedaży tylko polskich marek

      2. Same to you! I find your posts to be very intelligent; toy8&d#a217;s about naming things was no exception! You also touched on the fact that not only do we name them, but we are often not satisfied with the name we picked, choosing instead of either alter the name or assign a new one (nickname).If I ever notice a post that I think will fit in with the theme of my blog, I’ll be happy to post a link to it in one of my posts, like you see sometimes with Natural Knowledge or She BANGS!

  6. a orientujesz się jak działa DenimBox, czy oni szyją w Łodzi czy zagranicą – to nowa Polska marka coraz bardziej aktywna w internecie, ale nigdzie nie mogłam się doszukać jak jest z ich produkcją

    1. Denimbox to sklep, właścicielkami są Polki, ale nic więcej o tej firmie nie wiem, bo to spółka cywilna, więc nawet nie mają numeru KRS. Firmami usługowymi, tj. sklepy internetowe, nie zajmujemy się póki co, a nie mogę niestety znaleźć informacji kto dla nich produkuje. Jeśli natkniesz się kiedyś na jakiś wpis na ten temat, to daj znać, dzięki.

  7. na razie znalazłam tylko tyle
    “Jesteśmy firmą z 20-letnim doświadczeniem w projektowaniu oraz produkowaniu wyrobów jeansowych dla dużych, sieciowych marek. Z tego względu zdecydowaliśmy się na sprzedaż tych produktów przez internet.”

    1. O super, dobra robota :) ja się na to nie natknęłam. Dopiszę ich w takim razie, jabyś jeszcze coś ciekawego znalazła na ich temat to chętnie poczytam. Dzięki :)

  8. Już nigdy nie kupie nic w reserved. Ubrania te są bardzo kiepskiej jakości. W koszulkach robią się dziurki, ostatnio zrobiły mi się w bluzce którą miałam na sobie pierwszy raz. Inne znowu wyciągają się po praniu w różne strony. Szkoda kasy nawet jeśli część jej wspiera polską gospodarkę.

  9. Artykuł bardzo ciekawy i rzuca światło na ważną tematykę. Biorąc pod lupę polskie marki to śmieszy mnie trochę, że na silę “ukrywają się” pod nazwami sugerującymi ich zachodnie pochodzenie jak chociażby Gino Rossi czy Van Horn. Ciekawi mnie po co takie zabiegi? Czy polskie firmy nie mogą nosić polskich nazw tylko udawać, że są zagranicznymi koncernami?

    1. Tak, to prawda. Szwedzi na przykład nie mają problemu, żeby swoim meblom z Ikei nadawac nazwy, ktore dla wiekszosci ludzi na swiecie sa nie do wymowienia, a mimo to odnoszą ogromny sukces. Moze u nas tez nastapi czas, kiedy nie bedziemy sie chowac za obco brzmiacymi markami. To byloby mile widziec polskie nazwy firm za granicą.

    2. Zabiegi są po to, ponieważ zaufanie konsumenta do jakości produktu było przez dziesiątki lat kształtowane naturalnie. To znaczy w konfrontacji z zachodnim produktem polska marka po prostu nie miała szans. ( IXI – Persil, polski fiat-vw, spodnie z Odry -Levis, nawet polska Pepsi – Coca Cola i tak mógłbym wyliczać bardzo długo. Producenci zdają sobie z tego sprawe i dlatego próbują skojarzyć produkt z zachodnim wyrobem.

  10. Szczerze odradzam zakupy w firmie Pretty Girl, bo jeszcze nigdzie się nie spotkałam z takim lekceważeniem klienta… Przede wszystkim w firmie nikt nie odbiera telefonów ani nie odpisuje na maile, sami sprawdźcie… Sprzedają wadliwy towar, a następnie jak chcecie go zareklamować, to cała procedura trwa tygodniami, a wymieniają wam na …. następny wadliwy. Jak znowu zareklamujecie, to wysyłają np. brudne rzeczy z plamami po kawie. Rachunki wystawiają na zaniżone kwoty. Przy reklamacji domagają się drugiej zapłaty za ten sam towar. Nie wiem czy to złośliwość czy totalna niekompetencja, ale nigdy więcej tam niczego nie kupię i będę wszystkim odradzać. Obsługa poniżej jakiegokolwiek poziomu, strata czasu, nerwów i pieniędzy.

  11. Jak polska firma produkuje w Chinach to odzież nie jest polska tylko chińska chyba, że szyją z polskich materiałów, przebadanych na obecność chemii i z polskich przędzalni. pytam więc z jakich materiałów szyją te “polskie” przedsiębiorstwa: z polskich zdrowych czy z trującej Chinatownenskiej taniochy?
    Ja kupuję wyłącznie polską odzież która wykonuje materiały w Polsce ewentualnie innych krajów europy jak mi odpowiada. Sitotex, Carlo Lamon. Nie kupuję żadnych Zar i innych gówien. Ale jak ktoś chce…

  12. Łódzka Telimena faktycznie została jako firma szyjąca m.in. togi itp., ale jej projektantka stworzyła swoją markę i sklep – Skórska.

  13. Mistrzowska robota :) dzięki wielkie za tak obszerny wpis :)

    Z polskich marek brakuje mi jeszcze
    * Unikat – producent bielizny
    * Vertus jeans
    * atlantic – chociaż nie wiem czy już nie jest w stanie upadłości :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>