Rozpoznawanie swoich: Wędliny

youpig

Jak wiadomo wegetarianin nigdy w życiu nie zaatakuje widelcem mięsa, ale mięsożercę już bardziej. Wprawdzie mnie nigdy nie dotknęła agresja ze strony wegetarian, bo staram się w ich towarzystwie nie wychylać z moją miłością do wędlin, ale niejednokrotnie byłam świadkiem, jak nawet po małej prowokacja „padlinożercy”, wegetarianin robił się nerwowy. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Z reguły uwagi ze strony mięsożercy wynikają z ciekawości, a nie z chęci prześladowania „odmieńca”. Przyznaję, że ja też nie rozumiem roślinożerców, bo nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której ze względów innych niż związanych z zaleceniami lekarza, miałabym dobrowolnie rezygnować z dobrze przyrządzonej wołowinki lub pachnącego, domowego pasztetu. W imię czego?

Nie jestem specjalistką w dziedzinie dietetyki, więc nie jestem pewna czy dieta wegetariańska jest zdrowsza. Szczególnie nie jestem przekonana czy jest lepsza w naszej strefie klimatycznej, gdzie jest zimno i w niektórych porach roku jest mało słońca. Być może ludzie, którzy żyją w ciepłych krajach i od pokoleń stosują dietę śródziemnomorską mają po prostu inne uwarunkowania, inne zapotrzebowania organizmu i też inne nawyki z dziada pradziada. Jak podaje jeden z artykułów zajmujących się żywieniem: „dowiedziono naukowo, że naturalne produkty, typowe dla danego klimatu, są najlepiej dostosowane do potrzeb ludzi w nim żyjących od pokoleń. Przez setki lat nasi przodkowie, a także ich organizmy, uczyły się właściwie wykorzystywać i przetwarzać to, czym obdarowywała natura”

U nas nie mamy też aż tak dużego wyboru owoców, co w krajach południowych, a te sprowadzane najczęściej nie dojrzewają na słońcu, tylko w sztucznych warunkach, przez co nie są aż tak wartościowe jak w swoim naturalnym środowisku, bo mają więcej konserwantów, żeby nie psuły się i mogły dojrzewać w pomieszczeniach. Z tych właśnie, wyżej wymienionych względów Polacy częściej mają problemy zdrowotne przez mandarynkę czy owoce morza niż przez jabłko i szynkę z tłuszczykiem. Tak jak i Grek mógłby nie przeżyć jedzenia nagle cały czas bigosu czy chleba ze smalcem.

Ponadto kiedy spożywamy konkretne produkty rzeczywiście istotne jest, co konkretnie zawierają, ale także i to, jak nasz organizm poradzi sobie z przyswajaniem wszystkich składników i jak będzie na nie reagował. Z tego co wiem większość witamin najlepiej rozpuszcza się w tłuszczu. Nie zaobserwowałam jednak zbyt często, żeby wegetarianie u nas polewali warzywa oliwą. Oczywiście nie mają też szans na oliwę świeżo tłoczoną, którą ludzie w ciepłych krajach polewają prawie wszystko. I tak, te ich warzywka przyswajają się znacznie gorzej bez mięsa. W związku z tym mięsożerca, jedząc nawet mniej warzyw dostarczy organizmowi podobne ilości dobrych substancji plus żelazo i aminokwasy, których roślinne zastępstwo naprawdę ciężko znaleźć. Świadczy o tym wynik krwi mojej znajomej wegetarianki, która ma zawsze znaczne niedobory żelaza w organizmie, mimo że odżywia się bardzo dobrze. Jak porównałyśmy, resztę wyników miałyśmy na tym samym poziomie.

To prawda, że wadą tłuszczów zwierzęcych jest to, że są ciężkostrawne, tylko, że to właśnie ojczym wspomnianej wyżej koleżanki, też wegetarianin, po kliku latach takiej diety trafił do szpitala z poważnymi problemami gastrycznymi, „bo system trawienny wielu osób jest zbyt słaby żeby poradzić sobie z trawieniem większych dawek surowych warzyw i owoców”.

Zauważyłam też, że większość wegetarian nie gardzi słodyczami, a nawet, powiedziałabym, że ci których poznałam, pochłaniają ich więcej niż przeciętny mięsożerca. Dlatego, gdy słyszę ze ich celem jest zdrowy sposób odżywiania i unikanie tego wstrętnego cholesterolu, brzmi to dość zabawnie. Nie dziwię się jednak ilości zjadanych słodyczy, bo gdybym ja nie zjadła mięsnego posiłku przynajmniej raz dziennie, też chodziłabym non stop głodna i pewnie najłatwiej by mi było zasycić ten głód słodyczami. Do tego wiadomo, jak człowiek głodny to i zły. Dlatego mój apel do wegetarian. Najedzcie się wreszcie porządnie, tak, żeby po dwóch godzinach nie być znów głodnym, może nie będzie wtedy aż tylu konfliktów na linii mięsożerca-wegetarianin.

Bo my, barbarzyńcy, z tłuszczem cieknącym po brodzie i „krwią niewinnych stworzeń na rękach”, nie jesteśmy złymi ludźmi, którzy lubują się w zabijaniu zwierząt. Jesteśmy po prostu ludźmi. To nie nasza wina, że tacy już powstaliśmy, dla jednych przez Stwórcę, który dość jednoznacznie zasugerował jedzenie zwierząt, dla innych przez ewolucję, która ukształtowała nas w ten sposób, że mamy potrzeby jedzenia różnych rzeczy. Osobiście wolę nie działać wbrew naturze, więc mnie kabanos nie stanie w gardle nawet gdy ktoś mi pokaże najgorszy film o uboju zwierząt i nazwie mnie świnią, bo toleruje coś takiego. Poniekąd większość z nas jest świnią, bo one też jak są głodne zjedzą wszystko, nawet siebie nawzajem. Jakby to zaśpiewała słynna amerykańska wegetarianka „and I’m not sorry, it’s human nature”.

Dlatego wbrew coraz bardziej popularnej modzie na wegetarianizm podejmę się, być może mało wdzięcznego, ale dla mnie jak najbardziej smakowitego tematu polskiego mięsa.

 

teraz_polska

 

Dobre bo polskie… Czy na pewno dobre? Czy na pewno polskie?

 

Pozornie wydawałoby się że nie powinno tu być żadnych wątpliwości co do tego które wędliny są najlepsze – wiadomo : polskie! Ale od czasu do czasu pojawiają się afery międzynarodowe, których bohaterką jest właśnie polska kiełbasa. Rok temu na przykład Słowacy dali się ponieść medialnej nagonce na polskie wyroby mięsne. Doszło tam nawet do podpalenia polskich sklepów z wędliną, bo w mediach straszono że polskie mięsa zawierają wyroby przeciw wszom. Najbardziej zaskoczyły mnie jednak komentarze polskich internautów pod artykułem opisującym tą sytuację. Nikt nie napisał nic pozytywnego w obronie polskich wędlin, ale wszyscy, mimo że na oskarżenia Słowaków nie było żadnych dowodów, jedynie nagonka w prasie, zaczęli mieszać z błotem swój naród za cwaniactwo i złodziejstwo. Jeszcze raz podkreślam, że nie doszukałam się oficjalnych badań dowodzących, że wędliny te nie spełniały norm, nie spotkałam też oficjalnych zakazów słowackiego rządu sprowadzania tych wyrobów do kraju ze względu na ich jakość.

Zdumiewające jest więc jaką moc mają media, szczególnie że rozmawiając czasem ze Słowakami, od lat często słyszałam opinię, że my do nich jeździmy po alkohol, a oni do nas po wędliny i mięso, które uwielbiają. Zgodnie z tym co podaje portal egospodarka wyraźnie widać też narastające zjawisko przygranicznej turystyki konsumenckiej nastawionej przede wszystkim na polskie produkty żywnościowe, co również dobrze świadczy o naszych wyrobach.  Zgadzam się więc z opiniami niektórych dziennikarzy, że jest to po prostu kampania bezpodstawnego, czarnego PR przeciw polskiej żywności.. Nasze wędliny cieszą się od lat bardzo dużą popularnością wśród wszystkich naszych sąsiadów dochodzę do wniosku, że dopóki dostęp do nich był ograniczony, państwa ościenne nie miały się czym martwić, teraz natomiast, nasze wędliny mogą stanowić realne zagrożenie dla ich rodzimego przemysłu mięsnego. I rzeczywiście, zgodnie z tym co wyczytałam, lokalni producenci na Słowacji nie wytrzymują naszej konkurencji. Z podobnych względów Czesi również próbują zniechęcić do kupowania naszej żywności.

O obawie przed konkurencja z naszej strony świadczy też, moim zdaniem, postępowanie Duńczyków, którzy w krajowych sklepach Netto chcą zakazać sprzedaży polskich wędlin i produktów spożywczych, również nie podając obiektywnych przesłanek na ich gorszą jakość, a przecież obowiązują nas te same standardy unijne. Powodem może być właśnie obawa przed zalaniem własnego rynku naszymi produktami. U nich, podobnie jak u nas, przemysł mięsny jest bardzo rozdrobniony, podobno wielkich ubojni w kraju mają tylko dwie, więc mali producenci mogliby mieć trudność z poradzeniem sobie z tańszą konkurencją ze wschodu. Ciekawe czy w tej sytuacji Duńczycy, którzy wraz ze Szwedami kupili nasz Sokołów, zrobią wyjątek dla tej firmy i nie będzie im przeszkadzać polska nazwa w ich supermarketach, bo przecież to już nie Polacy decydują o jakości Sokołowa.

Nachodzi mnie tu smutna refleksja. Ja nie pamiętam żadnej nagonki medialnej w Polsce, na zalewanie naszego rynku, czasami rzeczywiście strasznymi bublami, produkowanymi przez firmy z zagranicy. A już na pewno nie słyszałam, żeby spowodowana ona była chęcią ochrony rodzimego przemysłu. Nie mam jednak wątpliwości dlaczego tak się dzieje. Czy gazeta będąca w rękach Niemca ma pisać źle o produktach i firmach z tego kraju? Jeszcze po to żeby uratować naszą gospodarkę? To się nie zdarzy dopóki większość mediów będzie w rękach obcego kapitału.

Inną sprawą jest, że jak wiadomo ciężko jest teraz spotkać wędliny bez dużej ilości chemii. Myślę, że jest to problem całego świata, ale nadal wydaje mi się, że jak jem szynkę w Holandii czy Niemczech, wyczuwam jednak w niej więcej chemii, niż w polskiej. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie i nie badałam tego, ale myślę, że nie tylko walory smakowe świadczą na korzyść naszych wyrobów mięsnych, ale również właśnie jakość i nadal, w wielu przypadkach tradycja, która nakazuje używać mniej konserwantów niż produkcja masowa.

Dlatego nie podobała mi się reakcja polskich internautów na sytuację na Słowacji. Świadczy to o tym jak łatwo tracimy pewność siebie, gdy jesteśmy krytykowani przez kogoś z zagranicy. Gdy wiele lat temu wybuchła słynna afera choroby wściekłych krów w Wielkiej Brytanii, potwierdzona badaniami, a nie jedynie będąca spekulacją mediów, dumni Anglicy rzadko komentowali ten temat, a już na pewno nie obrażali swoich rodaków odpowiedzialnych za to. Dbajmy więc sami o opinię tego czym naprawdę możemy się pochwalić zagranicą. Bo faktem jest też, że do tej pory największą, potwierdzoną aferę wędliniarska w Polsce wywołała firma…amerykańska Constar, dopuszczająca do sprzedaży przeterminowane wędliny. Dlatego, dopóki nie zobaczę badań, które wyraźnie wskazują na to, że polskie mięso i wędliny są bardziej szprycowane niż zagraniczne, będę ich zawsze bronić. I może nastanie dzień, kiedy moi rodacy staną się wreszcie pewni swoich mocnych stron i atutów naszego kraju.

A o tym, że nasze produkty mięsne są dobre świadczy również fakt, że część zagranicznych producentów wędlin chce w naszym kraju uchodzić za polskie. Marka Pikok z Lidla , dla której produkują min. firma austriacka Stastnik i Morliny, które należą już od jakiegoś czasu do Chińczyków otrzymała nawet godło „Teraz Polska”. Wprawdzie jest tam akcent polski w postaci kiełbasy suchej z szynki, produkowanej przez polską firmę Madej&Wróbel, ale i tak przyznanie tej nagrody dla typowo polskich producentów wzbudziło sporo kontrowersji. Szczególnie, że przedstawicielka Lidla, wypowiadając się w mediach tłumaczyła, że przecież polskie firmy takie jak Morliny i Stastnik produkują dla Pikok, licząc chyba na to że nikt się nie pofatyguje i nie sprawdzi, że obie firmy polskie nie są.

Generalnie Lidl to chyba największe zło na naszym rynku, bo pół roku temu weszłam tam, żeby posprawdzać ile polskich produktów znajduje się na półkach. Pewniaków znalazłam może pięć, a o większości nic nie da się bliżej powiedzieć, bo kryją się pod marką Lidl, bez podania konkretnego miejsca produkcji. Zaczęłam się więc zastanawiać czy to powinno tak wyglądać, czy nie powinny pojawić się jakieś przepisy prawne które wskazywałyby rzeczywistego producenta, a nie tylko: produkowane dla Lidl,. Oprócz samego Lidla sporo tam też innych niemieckich firm i kilka polskich…z niemieckim kapitałem. Myślę, że swoje miejsce znajdzie też tam z pewnością Drobimex, polska firma produkująca drób, przejeta przez Niemców. Cóż, należy pogratulować Niemcom patriotyzmu i omijać ten sklep szerokim łukiem. Mimo całej mojej niechęci muszę przyznać, że taka Biedronka jest jednak pod tym względem lepsza. Oznacza produkty nazwami rzeczywistych producentów, sygnowanych jej marką i często się chwali, że w większości są to polskie firmy. Z dwojga złego więc, jak już muszę, wybieram Biedronkę.

 

meat_lover_cake_topper-ra9866288ea494060ad5758b4e28ebbfa_fupml_8byvr_324

 

Prawdziwy „meat lover” docenia małych producentów

 

Wędlinę w supermarkecie kupiłam w Polsce tak naprawdę kilka razy w życiu, teraz robię wyjątek, bo bardzo zasmakowały mi kabanosy Wróbel&Madej, a firmowych sklepów tego producenta w mojej okolicy brak. Jest to polska, dobra firma z tradycjami, choć nie najtańsza i dość duża, a mam zasadę, że wędliny kupuje zwykle w lokalnych sklepach regionalnych bo staram się popierać małych i średnich producentów.

Powodów ku temu jest mnóstwo, nie tylko gospodarcze. Nie jestem przede wszystkim zwolenniczką masowej produkcji żywności, bo ma ona wiele wad. Należą do nich często gorsze walory smakowe i najczęściej większą ilość konserwantów, bo produkując duże ilości trzeba je bardziej zabezpieczać przed psuciem się. Poza tym im większa firma tym rosną szanse że zainteresuje się nią zachodni kapitał, więc wkrótce może się okazać, że kupuję wcale już nie polską wędlinę, a nowy właściciel korzysta na przywiązaniu klienta do produktu. Popieram też firmy rodzinne, bo zauważyłam pewną tendencje. Takie firmy rzadko kiedy są sprzedawane. Większą chęć pozbycia się firmy za dobre pieniądze, mają ludzie, którzy założyli ją sami bądź prowadzą ze znajomymi. Jeśli w rodzinie jest natomiast tradycja wędliniarska, często od pokoleń, to przywiązanie do niej sprawia, że właściciele naprawdę dbają o firmę i produkty.

Mam więc w okolicy dwa ulubione sklepy mięsne. Poza wystrojem jednego, nie pozostało już w nich nic ze sposobu obsługi typowej „Pani z mięsnego” z poprzedniej epoki. Jest miło i sympatycznie, a w jednym wędlinę pakuje się w firmowy papier producenta, co jest rzadkością, bo teraz wszystko zawija się w foliówki, co zawsze mnie nieco odrzuca przy produktach spożywczych. Tutaj postanowiono zainwestować nieco więcej w zdrowsze opakowanie i moim zdaniem bardzo na plus. Firmowe sklepy mięsne mogą stanowić dużą konkurencję dla supermarketów również dlatego, że często sprzedają towar po półhurtowych cenach.

Małych producentów należy również popierać ze względu na zmiany, które zachodzą. W tej chwili rozdrobnienie podaży jest duże, gdyż 60% pogłowia znajduje się w gospodarstwach posiadających nie więcej niż 50 sztuk. Jest to bardzo korzystna ekonomicznie sytuacja dla kraju, ale może to się wkrótce zmienić. Jak w każdej branży i tutaj pojawia się coraz więcej gigantów chcących zagarnąć większą część rynku. Małym producentom wędlin jest trudno. Ze wszystkich problemów jakie mają na pierwszy plan wysuwa się brak kredytów.

Jak czytamy na portalu egospodarka : „Zakłady, żeby funkcjonować, potrzebują płynności finansowej, restrykcyjna polityka banków sprawia, że nawet uzyskanie zwykłego kredytu obrotowego dla wielu producentów graniczy z cudem. Instytucje finansowe zaostrzyły też politykę dotyczącą zabezpieczeń transakcji. Normą przy staraniach o uzyskanie kredytu staje się teraz żądanie przez banki zabezpieczenia w formie hipoteki na nieruchomościach. Dla małych i średnich przedsiębiorstw jest to poważne utrudnienie, bowiem często takowych nie posiadają”.

Na dodatek na obawy banków związane z finansowaniem firm z branży mięsnej miały wpływ nie tylko czynniki makroekonomiczne. Dużą rolę odegrały znów media. Jak zwykle pragnę podkreślić, że w większości niepolskie media. Szeroko nagłośniały one sprawy finansowe kilku zakładów mięsnych. Te „afery” to dobra wymówka, w większości równie niepolskich banków, żeby nie wspierać interesów nieswojego państwa i nie popierać rozwoju małych przedsiębiorców pozbawiając ich dostępu do kredytów.„Uporczywe przedstawianie przez prasę opcji (walutowych) jako problemu całej branży mięsnej negatywnie wpłynęło na obraz przemysłu mięsnego w odbiorze instytucji finansowych” – wskazuje Zbigniew Nowak, prezes ZM Nowak. Specjaliści mówią nawet, że niektóre zakłady nie wytrzymują presji ze strony banków i chcąc na siłę wykazać obroty, sprzedają produkty we wszystkich kategoriach, często po cenach dumpingowych, co zwykle po kilku miesiącach doprowadza firmę do upadku.

Niestety, nic nie zapowiada, żeby w tej kwestii najbliższe lata przyniosły zmianę na lepsze. Mimo że z raportu Coface Country Risk 2009, obejmującego pierwsze pięć miesięcy 2009 roku, wynika, że problem nieregulowania w terminie należności dotyczy tylko 7 proc. przedsiębiorstw działających na rynku mięsa, to na decyzje banków nadal większy wpływa mają medialne opinie o tej branży niż suche fakty. Pod tym samym wpływem zdaje się też pozostawać rząd, bo nadal nic nie wiem, czy Stowarzyszeniu Rzeźników i Wędliniarzy RP udało się wywalczyć gwarancje rządowe dla firm mięsnych, co mogłoby diametralnie zmienić ich sytuację. Jak widać banki i media to jedne z najważniejszych instytucji w państwie, a to że w większości stanowią własności zagraniczną odczuwać będziemy na każdym kroku i praktycznie w każdej branży.

 

Grillen-verboten

 

Jak nie zacząć rzucać mięsem na obostrzenia unijne

 

Na koniec kilka słów o aktualnych problemach polskich producentów wędlin, czyli strach przed wrześniowym wejściem w życie przepisów unijnych zakazujących wędzenia. Cóż, Unia nie raz dała się poznać z absurdalnej strony, ale nie będę tu oceniać tego czy to dobrze że w ogóle jest czy nie, bo nie wiem jakby było bez niej, być może lepiej, ale istnieje też duże prawdopodobieństwo, że jednak zdecydowanie gorzej.

Jak wszędzie, niektórzy na niej bardzo zyskali, inni stracili. Przykładem jest Lubelszczyzna. Właściciel jednego z tamtejszych zakładów mięsnych twierdzi, że przez wejście do Unii region ten znacznie zubożał przez co i on na tym stracił. Zdecydowanie poprawiło się jednak dla niego po 2009 r. kiedy na mocy porozumienia między Polską a Ukrainą otwarty został na wspólnej granicy mały handel przygraniczny, na którym najbardziej skorzystały firmy produkujące wyroby, z których jeszcze raz podkreślam powinniśmy być dumni, czyli zakłady mięsne.

Nie będę więc tu snuć rozważań na temat tego, że Unia jest niefajna, bo nie mam aż takiej wiedzy, żeby obiektywnie ocenić jej rzeczywistego wpływu i wszystkich pozytywów i negatywów jakie za sobą niesie. Unia jest jaka jest, trzeba wyciągać z niej co ma najlepszego, ale radzić też sobie z jej absurdami. Bo nawet dla mnie jako laika, dość dziwny i absurdalny wydaje się zakaz wędzenia ze względów zdrowotnych. Dlaczego w takim razie nie zakażą grillowania? Tam też jest wprawdzie węgiel, ale drzewny. Albo niech ścigają za pieczenie kiełbasek przy ognisku.

Osobiście nie wyobrażam sobie życie bez zjedzenia od czasu do czasu czegoś wędzonego. Ale obserwując całe zamieszanie doszukałam się też informacji, że widmo tego zakazu wisiało już nad nami od 2011 r., bo zostało ono wprowadzone już w innych krajach, a my korzystaliśmy jedynie z okresu przejściowego. Jest to więc pewne zaniedbanie ze strony organizacji zrzeszających polskich przetwórców mięsnych, jeśli swoją akcję protestacyjną rozpoczęliby wcześniej, mieliby większe szanse na sukces. Nie obarczam ich całą winą za to, bo nie znam do końca realiów tej branży i tego jak działa na tym szczeblu, ale mam nadzieję, że mimo wszystko, moje życie nie straci smaku i nie zabraknie w nim wędzonych smakołyków.

Nadzieję pokładam w wypowiedziach unijnego eksperta z ostatnich dni, który stwierdził, że polscy producenci przekraczają normy unijne w bardzo niewielkim stopniu i być może wystarczą jedynie drobne zmiany w technologii produkcji. Mam nadzieje, że na te „drobne zmiany” będzie stać również małych, regionalnych przedsiębiorców, bo to najczęściej oni specjalizują się w tego typu wyrobach. W końcu ogólnoeuropejska tendencja do promowania regionalnych przetworów spożywczych umacnia się, a Unia chwali się że ją popiera, nadając takim produktom swoje certyfikaty, więc powinna wspierać też rozwój drobnych zakładów produkujących regionalne, wędzone wędliny.

W związku z opracowaniem branży mięsnej, uaktualniłam też zakładkę lista firm. Wprawdzie nie pojawiło się wiele nazw polskich producentów we wpisie, ale branża jest na tyle rozdrobniona, że oprócz kilku dużych firm takich jak Tarczyński, Duda czy Madej&Wróbel, musiałabym się skupiać na firmach, regionalnych, mało znanych. Dlatego kładłam nacisk raczej na problematykę samej branży, a konkretne firmy umieściłam na liście. W kategorii Artykuły spożywcze, wyodrębniłam podkategorię Wędliny i mięso, gdzie znajdzie się kilkaset producentów. Zachęcam do zaglądania.

Jeśli kogoś zainteresował temat polskich wędlin polecam stronę : www.portalmięsny.com. Można znaleźć w nim dokładne informacje o każdej firmie mięsnej na naszej liście, jak również odszukać wytwórców ze swojego regionu, a najwięksi smakosze polskich wędlin mogą nawet zamówić Mięsną Mapę Polski.

 

AW

22 przemyślenia nt. „Rozpoznawanie swoich: Wędliny

  1. Jeśli chodzi o problem istniejący opisany w tekście to zgadzam się ale uważam, że dość ksenofobiczne podejście do polskości firm jest trochę na wyrost. Firmy chcąc się rozwijać wchodzą na giełdę, żeby pozyskać dodatkowy kapitał. Jest to tańsze niż branie kredytu no i wiadomo prestiż itp. Przejęcia czy nawet wrogiego przejęcia polskiego przedsiębiorstwa przez inwestora zagranicznego nie oznacza jeszcze spadku jakości produktów. Zasadniczo przedsiębiorstwa powinny być świadome takich sytuacji jeśli wchodzą na giełdę.
    Natomiast chciałbym odnieść się jeszcze do kupowania u lokalnych przedsiębiorców. Niestety faktem jest, że te lokalne sklepiki są po prostu droższe niż molochy typu Tesco. Niestety nie jesteśmy jeszcze społeczeństwem, które może wybierać jakoś nie patrząc na cenę. Pochodzę ze wspomnianej w tekście Lubelszczyzny. Ciekawi mnie w jaki sposób nasz region zubożał oraz jaki to zakład mięsny. Nie chcę oceniać czy faktycznie jesteśmy(Lubelszczyźnianie) biedniejsi czy nie. Po prostu interesuje mnie w jakim kontekście ta osoba mówi, że jesteśmy biedniejsi.
    Jeśli chodzi o blog to bardzo fajny, takiego szukałem od dawna.

    Pozdrawiam

    1. Jeśli chodzi o Lubelszczyznę, to informację brałam z artykułów na egospodarce. Oto dokładny cytat z wypowiedzi wspomnianego we wpisie właściciela firmy mięsnej z Twojego regionu:
      “Wiele zakładów mięsnych z Lubelszczyzny liczy na zainteresowanie klientów ze Wschodu swoim towarem. To dla nich okazja do zwiększenia obrotów. Lubelszczyzna bardzo zubożała przez wejście do Unii Europejskiej, tak jak zresztą wszystkie rejony przy wschodniej granicy – uważa Henryk Amarowicz, właściciel ZM Dobrosławów. Odblokowanie małego ruchu przygranicznego wpłynie pozytywnie na poprawę sytuacji ekonomicznej mieszkańców wschodnich województw.”
      To, że Lubelszczyzna zubożała jest opinią tego Pana, która miała pokazać, że oceniając Unie każdy patrzy na nią przez pryzmat swojej własnej sytuacji i tego jak wpłynęła ona na jego własne interesy. W związku z tym pisałam, że jak zawsze, ktoś traci ktoś zyskuje. Nie wiem czy Lubelszczyzna rzeczywiście zubożała po wejściu do Unii, może po prostu nie skorzystała na tym tyle co inne regiony, a wydaje mi się, że ze względu na Wasze sąsiedztwo co nieco jednak mogliście stracić na układach handlowych ze wschodnimi sąsiadami, szczególnie na początku wejścia do Unii. Ale jeśli wiesz coś innego na ten temat to chętnie się dowiem więcej.

      Niestety nie mogę się zgodzić z tym, że mam ksenofobiczne podejście do polskości firm. Moje małe złośliwości wobec innych nacji rzeczywiście są z lekka ksenofobiczne, ale robi to prawie każda z tych nacji, o których piszę, żartując sobie z innych, w tym również z nas. Nie mam więc specjalnych wyrzutów z tego powodu i nie obiecuję, że tego typu teksty nie będą się tu nadal pojawiać, bo pewnie się nie powstrzymam :) Ale mam nadzieje, że nie zniechęci Cię to jednak do dalszego interesowania się tematyką.

      Jeżeli chodzi natomiast o pozyskiwanie kapitału przez giełdę, to jak najbardziej tak, o ile nadal decydujące zdanie w firmie ma ktoś związany z naszym krajem, czyli jeśli pakiet większościowy akcji pozostaje w naszych rękach. Można o tym zadecydować przed wejściem na giełdę. Nie widzę nic ksenofobicznego w takim założeniu. Jest to po prostu ekonomicznie korzystne dla każdego z nas, dla naszego kraju, a nawet dla rozwoju samej firmy i nie ma nic do czynienia z uprzedzeniami wobec innych nacji. Czysta ekonomia. Natomiast wchodzenie na giełdę dla np. prestiżu nie jest dla mnie rozsądna decyzją.

      Nie przypominam sobie, żebym stwierdziła jednoznacznie, że jakość produktów w firmach przejętych zawsze się obniża, chyba że rzeczywiście napisałam coś, co można by tak zrozumieć, jeśli tak, to napisz gdzie. Na pewno omówię kiedyś ta kwestię i postaram się to zrobić w sposób obiektywny, bo to ciekawy problem.

      Zdaję sobie sprawę, że mniejsze sklepiki są droższe, ale wyjątek stanowią właśnie firmowe sklepy mięsne. Dlatego zachęcałam w tym wpisie do odwiedzania konkretnie tych sklepów, bo nie dość, że jakość lepsza niż w supermarkecie, to jeszcze ceny najczęściej niższe. Pewnie nie we wszystkich, ale w większości tak jest.

      Cieszę się, że podoba Ci się nasz blog i bardzo chętnie zawsze podyskutujemy jeśli masz jakiekolwiek uwagi. Pozdrawiam :)

      1. Dzięki za źródło bo byłe naprawdę ciekawy. Jeśli chodzi o nasze zubożenie to obawiam się, że po części to prawda. Przykład: Likwidacja Cukrowni w Lublinie należącej do Polskiej Spółki Cukrowej w 2008 roku. Zamknięto ją ze względu na limity produkcji narzucone przez UE na Polskę jednak to państwo decydowało o ty, który zakład będzie zlikwidowany. Dlatego region czuje, że jest traktowany po macoszemu ale to już zupełnie inny temat.
        Co do tematów giełdowych czy w ogóle ekonomicznych to myślę, że to też bardzo indywidualna sprawa bo zależna od właściciela. Kwestia tego czy zależy mu na „patriotycznym” rozwoju firmy czy po prostu chce zarabiać pieniędzy niezależnie jak i gdzie itd. Nie trzeba długo szukać żeby znaleźć spółkę (polską) taką jak LPP, która ostatnio przeniosła swoje znaki towarowe do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i na Cypr.
        Jeśli natomiast chodzi o kwestię spadku jakości produktu, to rzeczywiście takie słowa nie padły wprost ale odniosłem takie wrażenie kiedy była mowa o Morlinach i Lidlu. Marka Morliny jest własnością Animexu (Polska), który jest własnością Smithfield (USA) a ten z kolei został zakupiony przez Shuanghui (Chiny). Jednak w Animexie wciąż na 4 osoby zarządzające, dwie to Polacy (prezes oraz przewodniczący rady nadzorczej) a zakłady produkcyjne są wciąż tam gdzie były, dlatego miałem wrażenie, że skoro firma jest w rękach chińczyków to produkty też muszą być jak słynne chińskie t-shirty.
        Jeśli chodzi o „małe złośliwości” to je akceptuję może nawet kiedyś się przyłączę  chociaż ja stawiam raczej na dobrą promocję polskości no i oczywiście nie zrezygnuję z czytania bloga bo jest polski i ma świetną jakość :D .

        1. Dzięki, dzięki :) a “złośliwości” jak najbardziej mile widziane ;) Jeśli chodzi o cukrownie to w ogóle było tu strasznie dużo przekrętów i pewnie kiedyś coś o tym napiszemy…myślę, że mamy wiele wspólnego jeśli chodzi o regiony traktowane po macoszemu, bo łódzkie z reguły też jest zawsze poszkodowane, także rozumiem w pełni te problemy.
          Spadek jakości produktu odbywa sie latami, a wydaje mi się, że może byc związany z przejęciem firmy przez obcy kapitał w momencie kiedy akcjonariusze chcą wyciągnąc ile się da i nie obchodzi ich np. co w takich parówkach Morliny się znajdzie, bo nawet ich nie znają. W związku z tym, żeby zadowolić akcjonariuszy, zarząd, nawet złożony z samych Polaków, robi co może, żeby nie samemu starcić roboty i cały czas zwiększać zyski…pewnie nie przebiega to tak prosto, ale myślę, że może coś w tym być i na pewno zbadam temat jak się zajmę związkiem jakości produktów z przejęciem firmy. Ale oczywiście masz rację, jak wszędzie wszystko zależy od człowieka :)

          1. bardzo dobrze, zajmij sie tym tematem to zobaczysz ze w przytłaczającej większości jakość produktu/usługi nieporównywalnie wzrosła po przejęciu przez obcy kapitał.

  2. Kocham kiełbasę, pasztet i przywiązuję ogromną wagę do tego co jem. Nigdy nie kupowałam wędliny, mięsa w markecie tylko i wyłącznie w małych osiedlowych sklepikach. Mam taki jeden u siebie gdzie wyroby są sprowadzane od lokalnych małych dostawców, są droższe, ale w smaku nie do podrobienia, pyszne !

    1. No wreszcie ktoś kto mnie zrozumie :) bo przyznać się do miłości do mięsa w dzisiejszych czasach nie jest łatwo :) Pozdrawiam

  3. Do tego wszystkiego warto dodać jeszcze jedną (nie)ciekawą rzecz, odnośnie naszych firm produkujących spożywkę w tym wędliny.
    Cytat:
    “Od lipca 2014 firmy rolno-spożywcze nie będą mogły inwestować w specjalnych strefach ekonomicznych. To efekt wejścia w życie unijnych przepisów, które zakazują publicznego wsparcia właśnie dla tej branży. ”
    Czyli kolejny dowód na to, że na zachodzie boją się naszych firm, bo jeśli chodzi o art. spożywcze to jesteśmy potęgą europejską. Smuci jedynie fakt, braku reakcji na te działania naszych polityków. O mediach nie wspominam, bo autorka wyżej dobrze odpowiedziała na pytanie, dlaczego nie wstawią się za naszymi producentami.

    Co do afer to wzorcem właściwego zachowania są dla mnie Niemcy. Gdy kilka lat temu wybuchła afera z E.coli w hiszpańskich ogórkach, to niemieckie media o tym trąbiły na maxa, ale gdy po jakimś czasie okazało się, że jednak zatrucia bakterią powodowały niemieckie kiełki, wtedy same media wyciszały temat nie nadmuchując afery tak jak z ogórkami. No ale do tego trzeba mieć ludzi, którzy nie plują na to co swoje a media muszą być w rękach polskich. I wcale nie chodzi tutaj o chowanie złych praktyk pod dywan, tylko normalnej naprawy błędów danej firmy, bez medialnej burzy, która rykoszetem trafia w resztę branży :/

    1. Ooh your jewellery is just beautiful. Obsess over it everytime. I love the colour of the maxi, goes betllifuuay with what you are wearing. As always Vix, you look fab. xx

    2. First of all you should realise that there could be another problem than one with the memory slot. You write your ThinkPad is dead. What do you mean, what are the symptoms? Secondly, the master must be must be experienced in computers repair as well.There could be to answers: your ThinkPad has another problem or your solderer is not enough experienced in computer repairs. Did he solder all the contacts or only some of them? In any case, describe what is happening with your ThinkPad and how it all began. Hopefully we find out what the problem is.Andrey

  4. Unia Europejska od dawna stara się zwalczyć w naszym przemyśle to, co dobre i zdrowe. Polecam dokument o żywnosci w UE… mnie naprawdę mocno ruszyło, to jak wykorzystuje się prawo do wypierania mniejszych przedsiębiorst sektora żywności, na rzecz masowych hurtowni czegoś co oni nazywają jedzeniem. W Polsce chyba w ogóle mało firm ma szansę wyjść od małej do dużej. Ostatnia taka to chyba HenryK Kania… ale potrzebabyło 2 pokoleń żeby się udało. Najważniejsze, ze trzymają klasę wędlin na poziomie i inwestują w technologię ekologicznej produkcji

    1. Ciekawa uwaga, choć myślę, że to nadal Stany przodują w masowej produkcji niezdrowego jedzenia, o czym świadczy chociażby dokument “Food Inc”, ale może się zaskoczę jak obejrzę to co polecasz, podaj tylko tytuł. Osobiście bardzo cenię małe firmy, jeśli oczywiście nie są zbyt drogie. Miejmy nadzieję, że nie będzie ich ubywać, a ich rozwój nie będzie zakłócany przez min. dziwne przepisy unijne, pozdrawiam

      1. Love it! Herlige jenter du har! Stripedilla kommer snikende her og… Vært inne og sett vÃk¥sollekrjonen til pomp de lux? Masse flott til smÃ¥ prinsesser! Min er blitt sÃ¥ stor..SÃ¥ mÃ¥ anbefale til dem jeg kan..Ha en vidunderlig morsdag!

  5. Witam wszystkich, odwiedzających tę stronę. Skończyłem technologię żywności na Dolnośląskim Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu (zaczynałem jak była to jeszcze Akademia Rolnicza). Jeden z profesorów tej uczelni, prowadzący ze studentami technologię przetwórstwa mięsa, powiedział że polskie wędliny, po zniesieniu polskich norm dotyczących wędlin, bardzo straciły na jakości. Chciałbym podać nazwisko tego profesora, ale nie wiem czy wyraziłby na to zgodę. Mieliśmy również z nim zajęcia praktyczne i każdy z nas miał za zadanie wytworzyć szynkową parzoną, według przepisu technologicznego, jeszcze zanim wprowadzono “nowe podejście w produkcji wędlin” – czyli każdy produkuje jak chce, wg swoich wewnętrznych norm. Po wyprodukowaniu, każdy z nas miał ocenić swój wyrób. W zasadzie każdy się obawiał. Na to profesor powiedział: “jedzcie, takiego wyrobu nie kupicie już prawie w żadnym sklepie”. Ja spróbowałem pierwszy, potem następni. Jakie było zdziwienie co do smaku, tekstury i walorów tego wyrobu. Niektórzy, śmiejąc się, stwierdzali, że teraz już będą wiedzieć jak smakuje prawdziwa szynkowa parzona, składająca się z mięsa (tak, użyliśmy tylko mięsa). Co do przepisów o wędzeniu, to UE wprowadza to po to, aby całkowicie wybić polskie wyroby wędliniarskie i dalej doprowadzać do degradacji wartości odżywczych wyrobów. Po pierwsze, pamiętając wykłady z wyżej wspomnianym profesorem, nie powinno się jeść zewnętrznej części wędzonek, bo jest rzeczywiście niezdrowa. Wędzenie ma służyć pokryciu wędzonego wyrobu warstwą niedostępną dla mikroorganizmów. Skoro tak boją się raka, którego może powodować wędzonka (produkowana w sposób naturalny a nie metodą natryskową z koncentratu dymu wędzarniczego), to dlaczego po wejściu do UE, my Polacy mamy możliwość kupowania produktów spożywczych, które w Polsce były zakazane ze względu na szkodliwość dla zdrowia. Oczywiście o tym w wiadomościach się nie mówi… Teraz już wiem po co skończyłem technologię żywności, nie dla pracodawców, ale dla siebie, żeby mnie nikt nie próbował oszukać. Propaguję posiadaną wiedzę wszędzie gdzie się tylko da. Również popieram kupowanie polskich produktów. Ludzie sugerują się marką i tym co jest reklamowane. Jest jeszcze wiele grup produktów, zachodnich korporacji, które ładnie się reklamują a nie powinno się tego jeść. Proponuję autorowi strony założenie tematów dotyczących produktów mlecznych i innych. Postaram się również namówić innych technologów do wypowiadania się na tej stronie. Interesujące jest jak polskie społeczeństwo dało się omamić zagranicznym, “markowym” produktom. Nie chcę negować wszystkich zagranicznych producentów, a jedynie wskazać drogę, aby być świadomym konsumentem, zdającym sobie sprawę z tego co je. Choć to nie portal o żywieniu jednak jego problematyka mocno się z nim wiąże. Pozdrawiam

  6. A propos doceniania małych producentów to świetnie, że tacy są i mają odbiorców, ale wielka szkoda moim zdaniem, że rolnicy produkujący swoje wyroby nie mogą sprzedawać ich w gospodarstwach tak jak ma to miejsce na zachodzie. Mam nadzieje, że przepisy niebawem na to pozwolą, bo naprawdę byłoby to świetne rozwiązanie.

  7. Idag var en stor, stor dag. Tack för att jag får dela den med er i FosiJrots!tag har mött en fotograf som gjorde ett fantastiskt intryck på mig.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>