Rozpoznawanie swoich: Wędliny

youpig

Jak wiadomo wegetarianin nigdy w życiu nie zaatakuje widelcem mięsa, ale mięsożercę już bardziej. Wprawdzie mnie nigdy nie dotknęła agresja ze strony wegetarian, bo staram się w ich towarzystwie nie wychylać z moją miłością do wędlin, ale niejednokrotnie byłam świadkiem, jak nawet po małej prowokacja „padlinożercy”, wegetarianin robił się nerwowy. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Z reguły uwagi ze strony mięsożercy wynikają z ciekawości, a nie z chęci prześladowania „odmieńca”. Przyznaję, że ja też nie rozumiem roślinożerców, bo nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której ze względów innych niż związanych z zaleceniami lekarza, miałabym dobrowolnie rezygnować z dobrze przyrządzonej wołowinki lub pachnącego, domowego pasztetu. W imię czego?

Nie jestem specjalistką w dziedzinie dietetyki, więc nie jestem pewna czy dieta wegetariańska jest zdrowsza. Szczególnie nie jestem przekonana czy jest lepsza w naszej strefie klimatycznej, gdzie jest zimno i w niektórych porach roku jest mało słońca. Być może ludzie, którzy żyją w ciepłych krajach i od pokoleń stosują dietę śródziemnomorską mają po prostu inne uwarunkowania, inne zapotrzebowania organizmu i też inne nawyki z dziada pradziada. Jak podaje jeden z artykułów zajmujących się żywieniem: „dowiedziono naukowo, że naturalne produkty, typowe dla danego klimatu, są najlepiej dostosowane do potrzeb ludzi w nim żyjących od pokoleń. Przez setki lat nasi przodkowie, a także ich organizmy, uczyły się właściwie wykorzystywać i przetwarzać to, czym obdarowywała natura”

U nas nie mamy też aż tak dużego wyboru owoców, co w krajach południowych, a te sprowadzane najczęściej nie dojrzewają na słońcu, tylko w sztucznych warunkach, przez co nie są aż tak wartościowe jak w swoim naturalnym środowisku, bo mają więcej konserwantów, żeby nie psuły się i mogły dojrzewać w pomieszczeniach. Z tych właśnie, wyżej wymienionych względów Polacy częściej mają problemy zdrowotne przez mandarynkę czy owoce morza niż przez jabłko i szynkę z tłuszczykiem. Tak jak i Grek mógłby nie przeżyć jedzenia nagle cały czas bigosu czy chleba ze smalcem.

Ponadto kiedy spożywamy konkretne produkty rzeczywiście istotne jest, co konkretnie zawierają, ale także i to, jak nasz organizm poradzi sobie z przyswajaniem wszystkich składników i jak będzie na nie reagował. Z tego co wiem większość witamin najlepiej rozpuszcza się w tłuszczu. Nie zaobserwowałam jednak zbyt często, żeby wegetarianie u nas polewali warzywa oliwą. Oczywiście nie mają też szans na oliwę świeżo tłoczoną, którą ludzie w ciepłych krajach polewają prawie wszystko. I tak, te ich warzywka przyswajają się znacznie gorzej bez mięsa. W związku z tym mięsożerca, jedząc nawet mniej warzyw dostarczy organizmowi podobne ilości dobrych substancji plus żelazo i aminokwasy, których roślinne zastępstwo naprawdę ciężko znaleźć. Świadczy o tym wynik krwi mojej znajomej wegetarianki, która ma zawsze znaczne niedobory żelaza w organizmie, mimo że odżywia się bardzo dobrze. Jak porównałyśmy, resztę wyników miałyśmy na tym samym poziomie.

To prawda, że wadą tłuszczów zwierzęcych jest to, że są ciężkostrawne, tylko, że to właśnie ojczym wspomnianej wyżej koleżanki, też wegetarianin, po kliku latach takiej diety trafił do szpitala z poważnymi problemami gastrycznymi, „bo system trawienny wielu osób jest zbyt słaby żeby poradzić sobie z trawieniem większych dawek surowych warzyw i owoców”.

Zauważyłam też, że większość wegetarian nie gardzi słodyczami, a nawet, powiedziałabym, że ci których poznałam, pochłaniają ich więcej niż przeciętny mięsożerca. Dlatego, gdy słyszę ze ich celem jest zdrowy sposób odżywiania i unikanie tego wstrętnego cholesterolu, brzmi to dość zabawnie. Nie dziwię się jednak ilości zjadanych słodyczy, bo gdybym ja nie zjadła mięsnego posiłku przynajmniej raz dziennie, też chodziłabym non stop głodna i pewnie najłatwiej by mi było zasycić ten głód słodyczami. Do tego wiadomo, jak człowiek głodny to i zły. Dlatego mój apel do wegetarian. Najedzcie się wreszcie porządnie, tak, żeby po dwóch godzinach nie być znów głodnym, może nie będzie wtedy aż tylu konfliktów na linii mięsożerca-wegetarianin.

Bo my, barbarzyńcy, z tłuszczem cieknącym po brodzie i „krwią niewinnych stworzeń na rękach”, nie jesteśmy złymi ludźmi, którzy lubują się w zabijaniu zwierząt. Jesteśmy po prostu ludźmi. To nie nasza wina, że tacy już powstaliśmy, dla jednych przez Stwórcę, który dość jednoznacznie zasugerował jedzenie zwierząt, dla innych przez ewolucję, która ukształtowała nas w ten sposób, że mamy potrzeby jedzenia różnych rzeczy. Osobiście wolę nie działać wbrew naturze, więc mnie kabanos nie stanie w gardle nawet gdy ktoś mi pokaże najgorszy film o uboju zwierząt i nazwie mnie świnią, bo toleruje coś takiego. Poniekąd większość z nas jest świnią, bo one też jak są głodne zjedzą wszystko, nawet siebie nawzajem. Jakby to zaśpiewała słynna amerykańska wegetarianka „and I’m not sorry, it’s human nature”.

Dlatego wbrew coraz bardziej popularnej modzie na wegetarianizm podejmę się, być może mało wdzięcznego, ale dla mnie jak najbardziej smakowitego tematu polskiego mięsa.

 

teraz_polska

 

Dobre bo polskie… Czy na pewno dobre? Czy na pewno polskie?

 

Pozornie wydawałoby się że nie powinno tu być żadnych wątpliwości co do tego które wędliny są najlepsze – wiadomo : polskie! Ale od czasu do czasu pojawiają się afery międzynarodowe, których bohaterką jest właśnie polska kiełbasa. Rok temu na przykład Słowacy dali się ponieść medialnej nagonce na polskie wyroby mięsne. Doszło tam nawet do podpalenia polskich sklepów z wędliną, bo w mediach straszono że polskie mięsa zawierają wyroby przeciw wszom. Najbardziej zaskoczyły mnie jednak komentarze polskich internautów pod artykułem opisującym tą sytuację. Nikt nie napisał nic pozytywnego w obronie polskich wędlin, ale wszyscy, mimo że na oskarżenia Słowaków nie było żadnych dowodów, jedynie nagonka w prasie, zaczęli mieszać z błotem swój naród za cwaniactwo i złodziejstwo. Jeszcze raz podkreślam, że nie doszukałam się oficjalnych badań dowodzących, że wędliny te nie spełniały norm, nie spotkałam też oficjalnych zakazów słowackiego rządu sprowadzania tych wyrobów do kraju ze względu na ich jakość.

Zdumiewające jest więc jaką moc mają media, szczególnie że rozmawiając czasem ze Słowakami, od lat często słyszałam opinię, że my do nich jeździmy po alkohol, a oni do nas po wędliny i mięso, które uwielbiają. Zgodnie z tym co podaje portal egospodarka wyraźnie widać też narastające zjawisko przygranicznej turystyki konsumenckiej nastawionej przede wszystkim na polskie produkty żywnościowe, co również dobrze świadczy o naszych wyrobach.  Zgadzam się więc z opiniami niektórych dziennikarzy, że jest to po prostu kampania bezpodstawnego, czarnego PR przeciw polskiej żywności.. Nasze wędliny cieszą się od lat bardzo dużą popularnością wśród wszystkich naszych sąsiadów dochodzę do wniosku, że dopóki dostęp do nich był ograniczony, państwa ościenne nie miały się czym martwić, teraz natomiast, nasze wędliny mogą stanowić realne zagrożenie dla ich rodzimego przemysłu mięsnego. I rzeczywiście, zgodnie z tym co wyczytałam, lokalni produc